piątek, 28 marca 2014

Rozdział 6

- Nie wydaje mi się byś była prześladowana - odpowiedziałem, kiedy patrzyła na swoje stopy. Nic nie odpowiedziała, więc kolejny raz się odezwałem. -  Chodzi mi o to, że może za bardzo stresujesz się pracą.
- Hmm, taa, może masz rację Zayn. Jestem tylko zestresowana, to nic takiego, wszystko w porządku.
- Jesteś pewna ? - zapytałem, nie za bardzo przekonany.
- Tak - szybko przytaknęła i delikatnie się uśmiechnęła. - Zapomnij, że cokolwiek mówiłam - powiedziała i wyszła z mojego pokoju nawet na mnie nie patrząc.
*VIOLET*
Muszę natychmiast porozmawiać z Lukiem o tych głosach, ale nie mogę wejść do budynku, używając mojej karty. I w tym momencie mnie olśniło: James i Daniel. Jeden z nich ma nocną zmianę i mogą mnie wpuścić.
Wiem, że znowu narażam swoje bezpieczeństwo, ale zwariuję tutaj. Kiedy Zayn mówił do mnie, zauważyłam na moim nadgarstku mały pentagram. Wyglądał jakby został wyryty nożem. 
Szybko wyszłam z Zayna pokoju, by nie dostrzegł tego co ja i pośpiesznie udałam się do ośrodka.
Muszę przyznać, że idąc ciemnymi uliczkami byłam trochę przestraszona. Słyszałam odgłosy, które sprawiały, że wzdrygałam się i zaczynałam biec. Również słyszałam głosy, które szeptały coś w mojej głowie, ale próbowałam je blokować i skupiać się na drodze do instytucji.
Po dwudziestu minutach stałam przed wielką bramą do Ravensthorpe. Nacisnęłam na mały czerwony guzik i czekałam podenerwowana na odpowiedź.
- Witaj w ośrodku Ravensthorpe dla obłąkanych morderców, tu Daniel, w czym mogę pomóc ? - powiedział znajomy głos.
- Daniel, to ja, Violet. Posłuchaj, musisz mnie wpuścić. Pilnie muszę porozmawiać z pacjentem.
- Ja chyba nie mogę Violet... 
- Proszę, ja naprawdę muszę - zabłagałam  zdesperowana. 
- Dobra, ale masz u mnie dług wdzięczności - westchnął, kiedy brama się otworzyła.
- Bardzo ci dziękuję Skip - odpowiedziałam, przechodząc przez bramę i zamykając ją za sobą. Nigdy tutaj nie byłam nocą i muszę przyznać, że było to przerażające. 
Było słychać odległe wycie wilków, a sowa na drzewie obserwowała mnie swoimi jarzącymi się oczami. Podbiegłam do wejścia i włożyłam do czytnika moją kartę. Karta działała na wszystkich drzwiach, ale używając jej na bramie było głupim pomysłem, bo ktoś mógł zauważyć, że coś jest nie tak.
Cicho szłam korytarzami, upewniając się, że żaden z ochroniarzy mnie nie zobaczy. Mijając pokój Caluma, zajrzałam do środka i zobaczyłam, że spał zwinięty na łóżku. Uśmiechnęłam się do siebie - tak słodko wyglądał. Ruszyłam dalej chcąc dostać się do pokoju Luke'a.
Kiedy byłam na miejscu, zatrzymałam się na moment, zastanawiając się co mam mu powiedzieć. Jest prawie jedenasta i pewnie spał, ale w tej chwili nic mnie nie zatrzyma. Powoli otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że spał zwinięty w kłębek na łóżku.
- Luke - szepnęłam, ale nawet się nie poruszył, więc lekko nim potrząsnęłam. Otworzył oczy i je przetarł, a następnie jęknął. Trwało to do momentu, aż mnie zobaczył. Usiadł na łóżku i spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Co ty tu robisz ? - zapytał.
- Muszę z tobą porozmawiać, ale musimy być cicho. Nie mogę być złapana -  szepnęłam i spojrzałam w bok. Pokój był prawie pogrążony w ciemności, jedyne światło dochodziło z korytarzu. 
- O co chodzi ? - zapytał, prostując swoją koszulkę, ale zanim zdążył ją opuścić, zdążyłam zobaczyć jego wyrzeźbiony brzuch i linie V.
- Chodzi o twojego brata - zaczęłam. - Chcę więcej o nim wiedzieć. Chyba jestem nękana, Luke. 
- Więc, wierzysz mi ? - zapytał, oplatając się ramionami.
- Nie całkowicie - potrząsnęłam głową. - Ale jestem na dobrej drodze do tego. 
Pokiwał głową, nic nie mówiąc. Wtem wstał i wyciągnął książkę, spod swojego łóżka.
- Proszę - podał mi ją. 
- Co to ? - zapytałam zdezorientowana.
- Twój przewodnik - odpowiedział. 
- Do czego ?
- Do dowiedzenia się jak działa mój umysł - szepnął, powodując, że ciarki przebiegły po moim kręgosłupie. Zadrżałam, kiedy dłoń Luke'a przejechała po moim ramieniu. - Oh Violet - szepnął, kiedy jego palce zjechały na moją dłoń.
- Co ty robisz ? - szepnęłam, patrząc na jego palce. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wspaniały był dotyk Luke'a, aż do teraz.
- Nawet mi nie mów, że nigdy o mnie nie myślałaś - powiedział uwodzicielsko. Siedziałam cicho, wiedząc, że m rację. Myślałam o Luke'u nawet częściej niż powinnam. - Właśnie - uśmiechnął się znacząco, gładząc moje ciało.
- Jestem dziewicą - wypaliłam, nawet nie zastanawiając się, nad tym co mówię.
- Będę delikatny - powiedział, przybliżając się do mojej twarzy. Naparł swoimi ustami na moje, sprawiając tym samym, że poczułam motyle w brzuchu. Zadrżałam, kiedy poczułam jego kolczyk tuż przy moich ustach. Kolejny raz naparł na mnie wargami, wplatając dłonie w moje włosy.  Przyciągnął mnie bliżej, a ja oplotłam ramiona wokół jego szyi. 
To było takie złe, ale czułam się tak dobrze.
Luke przejechał językiem po mojej wardze chcąc dostać się do środka, więc lekko otworzyłam usta, a nasze języki zaczęły się o siebie ocierać. Moje ciało zadrżało z podniecenia, kiedy jego dłonie powędrowały w dół mojego brzucha, do paska. 
Oderwał usta od moich i przeniósł się na moją szyję, a ja zaczęłam ciężej oddychać. Zaczął ssać moją delikatną skórę, zostawiając malinkę na mojej szyi i odpiął guzik moich spodni. Odsunęłam się, kiedy mnie dotknął i spojrzałam na niego - było widać poczucie winy w jego oczach.
- Przepraszam Vi, nie chciałem - powiedział, kiedy usiadłam lekko zdyszana.
- Nic nie szkodzi - szepnęłam. Ten pocałunek, to było coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Zawsze chciałam, by mój prawdziwy pocałunek był z tym którego kocham, a teraz proszę - całuję się z psychicznym pacjentem w jego celi. - Ja, um, muszę już iść - powiedziałam niezręcznie i wstałam.
- Nie zapomnij o tym - powiedział Luke, podając mi książkę.
- Oh, dzięki - odpowiedziałam, delikatnie się uśmiechając. Kiedy miałam już wyjść, Luke chwycił moją dłoń i mruknął do mnie:
- Pamiętaj Violet: Nie staraj się na siłę zrozumieć tego co jest przed tobą.
I po tym, pośpiesznie wyszłam, w między czasie zapinając moje spodnie. 


- Gdzie byłaś ? Martwiłem się o Ciebie ! - Powiedział Harry, kiedy tylko weszłam do domu.
- Poszłam do pracy, musiałam się z kimś zobaczyć - powiedziałam, nie patrząc na niego.
- Z kim ? - zapytał ciekawy.
- Z pacjentem - wzruszyłam ramionami. 
- I to on ci to zrobił ? - zapytał, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Co zrobił ? - zapytałam, nie wiedząc o czym mówił.
- Malinkę na twojej szyi ! - odpowiedział, unosząc ręce do góry. Zbladłam, kiedy pomyślałam o tym co robiłam jakieś pół godziny temu. Powoli ogarniała mnie panika. Nie mogłam powiedzieć Harry'emu, że pacjent mi to zrobił. 
- Zayn mi ją zrobił - skłamałam. 
- Co ? - zapytał, szeroko otwierając oczy.
- No, tak jakby się umawiamy - powiedziałam.
- Oh, um, nie powiedział mi - odpowiedział niezręcznie.
- Nie chcieliśmy, by ktokolwiek o tym wiedział. Możesz zatrzymać to dla
siebie ? 
- Oh, oczywiście Vi.
- Dzięki - słabo się uśmiechnęłam. Nienawidziłam go okłamywać, ale musiałam to zrobić. Nie powie Zaynowi, więc nigdy się on nie dowie, że kłamałam.
- Idę do łóżka, bo jutro mam trochę pracy. Dobranoc - powiedział, drapiąc się po karku, a następnie ruszył do swojego pokoju.
- Dobranoc Harry - odpowiedziałam. lekko do niego machając. Kiedy wiedziałam, że jest już w swoim pokoju, przebrałam się w pidżamę i zrobiłam sobie duży kubek herbaty, po czym usiadłam, trzymając w ręce książkę, którą dał mi Luke. 
Przez chwilę siedziałam cicho, zastanawiając się co ta książka zawiera. Moje myśli zaczęły szaleć, kiedy otworzyłam lekturę.
Spojrzałam na pierwszą stronę.
Imię: Luke
Przewróciłam stronę i zaczęłam czytać.
Drogi pamiętniku, 
Okey, więc postanowiłem, że będę prowadzić pamiętnik. Po co ? Naprawdę nie wiem, po prostu czuję jakby coś złego się działo. Wszystko zaczęło się od tego, że chłopak o imieniu Calum pojawił się w naszej szkole i Jai zaczął się dziwnie zachowywać. Nie powiedział mi co jest nie tak, a zawsze to robił.
Nie wiem co robić, i przez to czuję się naprawdę źle. Wydaje mi się, że ma kłopoty, ale nie mogę mu pomóc. Może zapytasz czemu tak myślę ? No więc, dzisiaj zdarzyło się coś dziwnego. 
Razem z Jai'em szliśmy do klasy, bo właśnie skończyliśmy jeść lunch. Wszystko było w porządku, ale on nagle zatrzymał się obumarły, odwrócił się i zaczął iść w przeciwnym kierunku.
Oczywiście, zawołałem jego imię, ale on mi nie odpowiedział, więc zacząłem za nim biec. Dogoniłem go, a on mamrotał jakieś dziwne rzeczy, z których nie wyłapałem żadnego sensu. Pomachałem dłonią przed jego twarzą, mówiąc jego imię, ale on tak jakby patrzył przeze mnie i był skupiony na czymś po mojej drugiej stronie i prawie warczał. 
Jego ręce i całe ciało się trzęsło, kiedy mnie odepchnął i zaczął iść przed siebie. Byłem tak przerażony, że zrezygnowałem z podążania za nim i wróciłem do klasy, nie myśląc o tym. 
Pamiętniku, myślę że coś złego się dzieje i nie wiem co to jest, ale mam takie przeczucie. To uczucie nie jest komfortowe, ani nie wskazuje na szczęśliwe zakończenie. Szczególnie nie dla mnie. 
Luke
Moje oczy były szeroko otwarte, kiedy przebiegłam wzrokiem po historii, którą właśnie przeczytałam. Jai był w transie i nawet nie zdawał sobie sprawy, że Luke był obok niego. Czy to normalne ? Oczywiście, że nie. 
Wzięłam do ręki książkę od psychologii, by wyszukać objawów, które miał Jai i zobaczyć, czy to na coś mnie naprowadzi.
Demonologia - nauka o demonach.
Objawy - nieludzkie dźwięki, nagłe pozbawienie emocji, popadanie w trans, mamrotanie lub bełkotanie.
Zaczęłam ciężej oddychać, kiedy spojrzałam na treść rozdziału. Przeszły mnie ciarki, kiedy przeczytałam dzieje o demonach. Jedna rzecz, najbardziej przyciągnęła moją uwagę. 
Pentagram - diabelska pułapka. Jest to mistyczny symbol, którego używa się do sparaliżowania i kontrolowania demonów. Jest podobny do okręgu z soli*, ale jest bardziej potężniejszy i wytrwalszy tak jakby był wyryty lub namalowany w jakimś miejscu i nie można tak łatwo się go pozbyć. Jeśli demon wejdzie do środka koła diabelskiej pułapki, fizycznie z niego nie wyjdzie i zostanie uwięziony. Diabelskie pułapki również pohamowują używanie demonicznych mocy. Diabelskie pułapki nie tylko są używane do zatrzymywania demonów, są również rysowane na wejściach jako środek odstraszający, by zapobiec przestępstw w budynkach, pokojach. 

Kiedy byłam z Zaynem, myślałam, że zobaczyłam pentagram na moim nadgarstku, ale po chwili on zniknął. 
Czy jesteśmy teraz w Twojej głowie ?
Potrząsnęłam głową, starając się skupić i zignorować głosy.
No dalej Violet, zagraj z nami w grę. Musisz tylko podążać za naszymi instrukcjami.
Proszę Violet, wiesz, że tego chcesz.
- ODEJDŹ ! - zaczęłam płakać, chowając głowę w dłonie.
Nie płacz, to sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej rozbawieni.
Jesteśmy jeszcze w Twojej głowie ?
Violet, Violet !
Moje całe ciało zatrzęsło się, kiedy usłyszałam głośne rozbicie za mną. Zobaczyłam wazon, który Harry przywiózł ze sobą, rozbity na podłodze, a dwie Violet siedziały obok niego. Moje oczy błądziły po widoku za oknem, gdzie było widać paskudną twarz Jai'a, co sprawiło że natychmiast pobiegłam w stronę mojego pokoju.
Kiedy biegłam, poczułam jak ktoś mnie chwyta. Odwróciłam głowę, ale niczego nie zauważyłam, jednak wciąż czułam jak ktoś mnie ciągnie. Doczołgałam się do mojego pokoju, przyciągając kolana do klatki piersiowej i zaczęłam bardziej płakać, rozglądając się dookoła.
Jesteś taka przerażona. 
Violet, kochanie.
- Czego ode mnie chcecie ? - wyszeptałam w pustą przestrzeń.
Oh Violet, my tylko chcemy dobrego miejscu, w którym będziemy mogli się zatrzymać.
- I gdzie ono jest ? - zapytałam. Moje wargi drżały, a łzy spływały po policzkach.
W Twoim umyśle. 

*okrąg z soli - wystarczy, że wpiszecie sobie w google i wam wyskoczy. To jest coś związane z demonologią - tyle wiem. Nie będę pisać moich przypuszczań, bo nie chcę pisać bzdur. 

I jak wrażenia, hmm ? Powiem wam szczerze, że jak przetłumaczyłam ten rozdział całkowicie to śnił mi się później koszmar (może to też dlatego, że czytałam później psycho Luke ?) Nie umiem napisać dzisiaj notki, za co przepraszam :( Pomyślałam sobie, że może fajnie by było zrobić jakąś "akcję" na tt czy coś, chodzi o to byście pisali tweety z hashtagiem #InsanityPL i pisali wasze ulubione momenty czy coś, a ja bym zobaczyła ile osób to czyta. Nie wiem co o tym myślicie, bo może to głupie, no sama już nie wiem. 20 komentarzy = next w środę. Ilysm x 

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 5

*VIOLET*
- Baw się dobrze na sesji z Lukiem - powiedziała Ivy z uśmieszkiem na twarzy, kiedy ja zaparzyłam herbatę i zbierałam swoje rzeczy, bo właśnie za parę chwil miałam się zobaczyć z Lukiem.
- Oh, będę - przewróciłam oczami i lekko do niej pomachałam, po czym wyszłam z pomieszczenia. Dzisiaj zupełnie nie będzie zabawnie, bo mam sesję z Lukiem, potem z Beau, następnie z Michaelem i Ashtonem, a na końcu z Calumem. 
Pośpiesznie dotarłam do mojego biura, ignorując rzeczy, jakie wykrzykiwali pacjenci. 
- Długo ci to zajęło - kiedy otworzyłam drzwi, usłyszałam głos Luke'a, który siedział już na swoim siedzeniu.
- Przepraszam, pozwoliłem mu tu usiąść, bo nie przestawał marudzić -  powiedział Daniel.
- Nic nie szkodzi - zapewniłam go, że wszystko okey. - Dziękuję, że przyprowadziłeś tu Luke'a, na razie jesteś wolny - Daniel pokiwał głową wychodząc z mojego gabinetu i zamykając za sobą drzwi. 
Usiadłam na krześle, położyłam herbatę na stoliku i przyglądałam się Luke'owi.
- Jak się dzisiaj czujesz ?
- Dobrze - odpowiedział. - A ty ?
- W porządku, dziękuję, że pytasz. - Odpowiedziałam, zdziwiona jego uprzejmością. W odpowiedzi pokiwał głową i zaczął rozglądać się dookoła pokoju. - Dzisiaj chciałabym z tobą porozmawiać o Jai'u. Jeden z moich pacjentów, powiedział mi o nim parę rzeczy i jestem bardzo zaniepokojona/zainteresowana... (przepraszam, ale tutaj nawet z kontekstu zdania nie mogłam się domyślić czy chodzi o to pierwsze czy o to drugie słowo)
- To był Calum, prawda ? - wtrącił Luke. 
- Czemu tak sądzisz ? - zapytałam.
- On i Jai byli najlepszymi przyjaciółmi - Luke wzruszył ramionami.
- Więc wiesz o rzeczach, które robili ? - zapytałam, biorąc łyka herbaty.
- Nie do końca, byli bardzo skryci - odpowiedział, patrząc na małą lodówkę, którą miałam w swoim biurze. - Mogę dostać trochę wody ? - zapytał.
- Jasne, weź sobie z chłodziarki - Luke szeroko się do mnie uśmiechnął, wstał, wyciągnął butelkę wody z lodówki i wrócił z powrotem na swoje miejsce. Pociągnął z butelki dużego łyka, a następnie oblizał usta, sprawiając, że zmiękły mi kolana.
Whoah, co jest Violet ? Nie myśl o nim w ten sposób. Potrząsnęłam głową, by odrzucić od siebie myśli i zastałam Luke'a z głupim uśmieszkiem na twarzy.
- Jezus, Violet nie gap się tyle na mnie.
Ciarki przeszły po moich plecach.
- Nnie ggapię się - wyjąkałam, zafascynowana jego głosem. Czemu się tak zachowuję ? Nienawidziłam go, a teraz tracę dla niego głowę.
- Oczywiście, że nie - puścił do mnie oczko i spojrzał na widok za oknem. -  Czasami marzę, bym nadal był na zewnątrz - westchnął. 
- Mógłbyś być Luke, musisz tylko się po...
- Nie mów mi, że mam się poprawić, ze mną jest wszystko dobrze - burknął przerywając mi w połowie zdania.
Cicho westchnęłam.
- Luke, pierwszy krok to przyznanie, że ma się problem.
- Ja nie mam problemu ze sobą, ani z moim umysłem. Jestem niewinny i wiesz o tym - odpowiedział lekko drżąc. Nie powiedziałam nic, bo wiedziałam, że to prawda. Luke jest niewinny. Skąd to wiedziałam ? Nie mam pojęcia, po prostu to czułam.
Nie, on nie jest niewinny. 
- Odejdź - szepnęłam, nie zdając sobie sprawy z tego, że nie byłam sama w pokoju.
- Dopadły cię, prawda ? - powiedział Luke. Czy właśnie usłyszałam współczucie w jego głosie ?
- Co ? - zapytałam ciekawa.
- Głosy. Nie martw się, też je słyszę - odpowiedział. Ucichłam i spojrzałam na dół, na pierścionek na moim wskazującym palcu. To była jedyna rzecz, którą zostawiła mi mama. - Wiesz, możesz się ich pozbyć.
- Jak ? - zapytałam błyskawicznie.
- Więc jednak je słyszysz - wygrał Luke. Cholera, sama się w to wpieprzyłam.
- Tak - przyznałam. - A teraz powiedz mi, jak mogę się ich pozbyć.
- Mogę ci pomóc, ale najpierw musisz mi uwierzyć.
- Uwierzyć w co ? - zapytałam.
- W to, że jestem niewinny – odpowiedział.
- Jeszcze nie mogę - potrząsnęłam głową.
- CHOLERA JASNA VIOLET ! - krzyknął, uderzając w biurko. Odsunęłam się do tyłu, przez jego wybuch. Kiedy zobaczył jak przerażona jestem, złagodniał i zmierzwił swoje włosy. - Przepraszam Violet, czasami za bardzo się denerwuję. 
Pokiwałam głową. 
- Gdzieś tam głęboko w środku wiesz, że nie zrobiłem tych wszystkich strasznych rzeczy, o które mnie oskarżają, prawda ? - zapytał zdesperowany.
- Tak - wymamrotałam, wierząc w niewinność Luke'a.
- Więc musisz tylko poskładać wszystkie fakty do kupy - powiedział.
- Jakie fakty Luke ? - zapytałam, nie wiedząc co miał na myśli poprzez te słowa.
- Masz wszystkie fakty, musisz tylko rozgryźć jak je wszystkie poskładać.
- Nie rozumiem.
- Powiedziałem ci o moim bracie, Calum też. To musi o czymś świadczyć, prawda ? 
- Calum jest niezrównoważony psychicznie Luke - powiedziałam, smutno na niego patrząc. 
- Więc przez to chcesz powiedzieć, że ja nie ? - uniósł brwi.
- Nie - pokręciłam głową. - Wiem, że jesteś psychiczny.
- Więc, pomóż mi Violet - powiedział biorąc moją dłoń w swoją i przysuwając swoją twarz bliżej mojej. Moje oczy rozszerzyły się, a oddech stał się cięższy, kiedy jego usta były centymetry od moich. - Pomóż mi się stąd wydostać i wsadźmy zabójcę na dobre.
Przez chwilę przyglądałam się jego twarzy. Jego oczy były przepełnione szczerością. Jeszcze dzień wcześniej pewnie zawołałabym ochroniarza by zabrał go z dala ode mnie, ale teraz mogłabym cały dzień wpatrywać się w jego brązowe oczy.
- Okey Luke - spojrzał na mnie zaskoczony i odsunął się ode mnie.
- Naprawdę ? - zapytał. Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się do niego. -  Dziękuję Violet, bardzo dziękuję ! - zerwał się z siedzenia i podbiegł do mnie mocno mnie przytulając. Zaśmiałam się nerwowo, kiedy przez dobre dziesięć sekund trzymał mnie w swoich ramionach. 
- Um Luke ? - powiedziałam, coraz bardziej czując się nieswojo.
- Oh przepraszam - zarumienił się, kiedy się odsunął. Zajął swoje miejsce, ale w następnej chwili ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju weszli Daniel i James, którzy trzymali Beau.
- Chodź Luke - powiedział James, kiedy Beau usiadł obok niego. Luke wstał i spojrzał na mnie szeroko się uśmiechając. 
- Luke - zaczęłam.
- Tak ? - zapytał.
- Co się zmieniło ? - zapytałam, nawiązując do jego nagłej zmiany w zachowaniu.
Uśmiechnął się promiennie i wzruszył ramionami.
- Poznałem kogoś pięknego. - Powiedział i wyszedł, a moje policzki zaczęły mnie palić.

- Wejdź Cal - lekko się do niego uśmiechnęłam. Wszedł do środka nie ukazując żadnych emocji i usiadł na krześle. - Jak się czujesz ?
- Dobrze - odpowiedział. 
- Okey, chcesz dzisiaj porozmawiać o czymś szczególnym ? - zapytałam, starając się nawiązać z nim rozmowę. 
- Nie - odpowiedział dosadnie. Spojrzałam na jego rękę, która pokryta była bliznami. Ogarnął mnie smutek, kiedy dostrzegłam świeże nacięcia. Myślałam, że pacjentom nie pozwalano mieć przy sobie ostrych przedmiotów, bo mogło się stać właśnie to.
- Calum, mogę wiedzieć co stało się w twoją rękę ? - zapytałam i usiadłam obok niego. Zesztywniał, kiedy spojrzał na mnie z paniką.
- Ja, um, upadłem i taa - wymamrotał, oczywiście kłamiąc. 
- Oboje wiemy, że nie to się wydarzyło - odpowiedziałam wzdychając. Przejechałam lekko palcami po jego nowych ranach, sprawiając że lekko się wzdrygnął. - Zrobiłeś to sobie ?
- Nie - powiedział szybko. Za szybko.
- W takim razie jak to się stało ? - zapytałam.
- Nie chcę o tym rozmawiać - potrząsnął głową. 
- Musimy o tym porozmawiać. - Próbowałam go zrelaksować, kiedy zaczął się trząść i pocić.
- NIE ! - wrzasnął. - Nie mogę, nie pozwolono mi !
- Calum czy ty...
- POMÓŻ MI ! - zaczął krzyczeć i podbiegł do drzwi, zaczynając w nie walić. 
- Calum ! - krzyknęłam, chcąc go uspokoić. Zamachnął się na mnie, kiedy chciałam położyć dłoń na jego ramieniu. Drzwi się otworzyły i do środka weszli Nick i Lenny, którzy natychmiast go chwycili. 
- Co się stało ? - zapytał Lenny, podczas gdy Nick wbił strzykawkę w Caluma szyję.
- Nnie wwiem. Chciał mnie zaatakować - zatrzęsłam się z przerażenia, patrząc na Caluma, który uspokajał się w ramionach Nicka.
- Niech się pani nie martwi, on ma zaburzenia lękowe, więc takie rzeczy zdarzają się często - poinformował mnie Nick.
- Wraca do normy ? - zapytałam.
- Tak - przytaknął Nick.
- Niech się pani nie martwi, jest w dobrych rękach - uśmiechnął się Lenny, kiedy mieli już wychodzić.
- Oh, zanim pójdziecie, chciałabym zapytać, czy wiecie cokolwiek o jego ranach na ręce. Myślałam, że pacjenci nie mogą mieć ostrych rzeczy. - Powiedziałam, zatrzymując ich. Oboje spojrzeli zmieszani na jego ramię.
- Bo nie mogą. Nie zauważyłem wcześniej tych blizn - Nick potrząsnął głową. 
- Jak to się stało ? - zapytał Lenny.
- Właśnie chciałam się tego dowiedzieć, ale powiedział, że nie może mi powiedzieć i mu nie pozwolono - odpowiedziałam.
- Oh okey, dziękuję, że nas pani poinformowała. Jeśli czegoś się dowiemy to pani powiemy. 
- Dziękuję wam obojgu. - Westchnęłam, obserwując jak wynoszą Caluma. Zatrzasnęłam drzwi i zjechałam po nich w dół, siadając i będąc w kompletnej rozsypce. Łzy poleciały z moich oczu, kiedy głosy wróciły by mnie prześladować.
Właśnie tak będzie wyglądał, kiedy z nim skończę. Martwy i bezwładny w Twoich ramionach. 
Jestem przekonany, że jesteś teraz przestraszona. 
Powinnaś być.
Violet !
- WYNOŚ SIĘ Z MOJEJ GŁOWY ! - krzyknęłam chowając moją głowę w dłoniach. 
Ha ha ha, nigdy suko.
Ugh, co się dzieje z moją głową ?
*CALUM*
- Calum, masz gościa - uśmiechnęła się pielęgniarka Ivy, kiedy otworzyła drzwi. Moje oczy były przepełnione radością, zdając sobie sprawę, że była ona jedyną moją przyjaciółką. Chwilę później mój uśmiech zniknął, kiedy zobaczyłem zło stojące przede mną.
- Oh to ty - zadrwiłem, kiedy Ivy poszła.
- Nie bądź nieuprzejmy Calum, wiesz, że za mną tęskniłeś - Jai powiedział z uśmieszkiem, rozglądając się po moim pokoju.
- Czemu tu przyszedłeś ? - splunąłem, nawet na niego nie patrząc.
- Otóż Calum - zaczął i podszedł do mnie bliżej. Mogłem przywalić chujowi łopatą, kiedy miałem okazję. - Mam plany, wielkie plany co do Luke'a, Beau i największe co do Violet. Ale ty odwalasz dobrą robotę wszystko spierdalając i ja nie mogę na to pozwolić. 
Przełknąłem ślinę, kiedy chodził wokół mnie jak rekin, który oczekiwał swojej ofiary.
- Weź to za ostrzeżenie. Trzymaj się z dala od Violet i nie gadaj o mnie albo nie będzie zaciekawie. Rozumiesz ? - warknął, szturchając mnie w ramię.
- Czemu powinienem ? - odpyskowałem.
- Bo jeśli nie zamkniesz jadaczki to skończę z tobą, z twoją rodziną, z twoimi przyjaciółmi i dziewczyną, którą kochasz. Violet. - Zdławił śmiech.
- Nie możesz.
- Nie mogę Calum ? - zaśmiał się. - Mogę z wszystkimi skończyć, gdybym tylko chciał.
- Dobra, tylko nie krzywdź Violet - podałem się, nie chcąc już słyszeć jego złowieszczych komentarzy. 
- Oh ty zakochany, chory chłopcze - zaśmiał się Jai, patrząc na plakaty na ścianie. - Masz dobry gust muzyczny.
- Czemu wciąż tu jesteś ? - zapytałem. - Dostałeś to czego chciałeś, a teraz mnie zostaw.
- Jestem urażony - odpowiedział dramatycznie. - Myślałem, że będziesz zachwycony, kiedy mnie zobaczysz, byliśmy przyjaciółmi.
- Taa byliśmy - przypomniałem mu.
- Jestem tu, bo muszę mieć pewność, że niczego nie wypaplasz. Więc zagramy w małą grę. - Uśmiechnął się złośliwe i wyjął nóż zza paska.
- Co zamierzasz z tym zrobić ? - zapytałem wystraszony, kiedy podszedł do mnie bliżej.
- To - krótko powiedział i przeciął moje ramię, na co zapłakałem z bólu. 
Ale to było dobre uczucie. 
- Wspaniałe uczucie, prawda Cal ? - powiedział Jai, chwytając moje ramię. Zapomniałem jak bardzo boli krzywdzenie siebie, ale również zapomniałem jakie to wspaniałe uczucie, kiedy możesz pozbyć się bólu i tych wszystkich gówien z organizmu.
- Jai, proszę - wyszeptałem. - Zostaw mi ten nóż. 
- Wiedziałem, że to powiesz - uśmiechnął się i podał mi zakrwawiony nóż. -  Tylko nikt nie może go zobaczyć, chyba nie chcesz zostać złapany i dostać elektrowstrząsów, prawda ? 
Zmrużyłem oczy, przypominając sobie jaki ból sprawiają elektrowstrząsy. Były nieznośne, ale byłem zmuszony i musiałem przez nie przejść. 
Otworzyłem oczy, pozbywając się wspomnienia i zauważyłem, że Jai zniknął. Zacząłem płakać, kiedy obserwowałem jak krew ścieka z nowej rany. Cholernie bolała myśl, że muszę trzymać się z dala od Violet, ale robiłem to dla jej dobra. 
Chciałem by była bezpieczna i jeśli ja miałem przez to ucierpieć, to jestem skłonny by się poświęcić.
*ZAYN*
- Nie chcą zejść - powiedziałem do Liama, kiedy przyglądał się moim zadrapaniom na plecach. Minęły już cztery dni, a one jeszcze się nie zagoiły.
- Może powinieneś iść do lekarza - podsunął, opuszczając moją koszulkę. 
- I co mu powiem ? Że coś zaatakowało mnie podczas snu ? - zapytałem sarkastycznie. Spojrzał na swoje buty. 
- Stary, naprawdę nie wiem, powinny się zagoić - odpowiedział, a w tej samej chwili zaczął dzwonić telefon.
- Może są głębokie i potrzebują jeszcze trochę czasu.
- Taa może. - Przytaknął i odebrał telefon. - Oh hej Harry... Taa możesz przyjść z Violet... Okey, do zobaczenia... Na razie.
- Zgaduję, że Vi i Harry przychodzą ? - zapytałem Liama, kiedy się rozłączył.
- Zgadza się. Chcą zobaczyć nasze nowe mieszkanie. 
- Okey - odpowiedziałem, a on wyszedł z mojego pokoju. Położyłem się na łóżku, gapiąc się w sufit. Zimne dreszcze przebiegły po moim ciele. Po ostatniej nocy spędzonej z Violet, czułem się dziwacznie i tak jakby coś nie grało.
Po godzinie leżenia bez ruchy usłyszałem pukanie do moich drzwi.
- Proszę - zawołałem.
Drzwi otworzyły się, ukazując Violet w pięknej sukience i rozpuszczonych włosach.
- Hej - uśmiechnęła się i usiadła na moim łóżku.
- Cześć - odwzajemniłem uśmiech i przytuliłem ją. 
- Zayn, muszę ci coś powiedzieć - zaczęła.
- Tak ? 
- Nie wiem jak na to zareagujesz - powiedziała.
- Po prostu mi powiedz - powiedziałem, chcąc wiedzieć co się dzieje. - Możesz mi zaufać Vi.
- Właśnie na to liczyłam - pokiwała głową.
- Więc, kontynuuj - łagodnie się uśmiechnąłem.
Spojrzała za okno na drzewa falujące na wietrze, a następnie spojrzała na mnie jakby zobaczyła ducha.
- Myślę, że coś mnie prześladuje i nie wiem jak to zatrzymać - wyszeptała, a w pokoju zapanowała martwa cisza. 

TA - DAM ! ok, dodaję teraz tak, żeby wam umilić poniedziałek :) omg co tu się dzieje ? No i Luke&Violet moment widsw2omdkwdwkdwmwdwnfdnj <3 już nie mogę się doczekać, aż przeczytacie 6 rozdział, serio x No a wy ? Macie swoją ulubioną parę ? Luke & Violet czy może Calum & Violet ? Nie umiem napisać zwięzłej notki, więc przepraszam :( Proszę komentujcie, chcę wiedzieć kto to czyta, bo dużo osób informuję na tt. No i tak szczerze mówiąc to tłumacząc ten rozdział płakałam, serio nie wiem czemu. Słuchałam I will wait i był ten moment jak Luke chwycił dłoń Violet i się rozryczałam... jestem chora. No i biedny Calum :c Dobra, koniec. +18 komentarzy = next w piątek lub, jeśli nie będzie komentarzy to rozdział będzie w niedzielę. To już od was zależy :) Kocham was <3 No i wiecie, ja serio staram się to tłumaczyć jak najlepiej :( 



czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 4

Promienie słońca przedzierały się przez okno padając wprost na mnie. Ziewnęłam, przecierając oczy a następnie wstałam by zrobić sobie kawę. Zazwyczaj nie piłam kawy, ale ostatnio piłam ją codziennie. Może to przez ten stres ? 
Zatrzymałam się przed pomieszczeniem, gdzie robiłam pranie, przypominając sobie wczorajszą noc. Wzięłam miotłę i szufelkę i weszłam do kuchni. Stanęłam wryta, patrząc w dół na szklankę, którą rozbił Harry. Była posklejana klejem, a w środku była kartka.
Rozglądnęłam się zaniepokojona po pokoju, zastanawiając się kto mógł skleić szklankę. Schyliłam się i podniosłam naczynie, po czym wyciągnęłam kawałek papieru.
Była idealnie złożona, a na górze widniało moje imię. Powoli ją otworzyłam, ręce trzęsły mi się ze strachu.
Spójrz w moje oczy, to tam skryte są me demony. 
Bądź ostrożna Violet, kiedy patrzysz w czyjeś oczy, nigdy nie wiesz, czy jego demony nie przenikną przez Ciebie. Upewnij się, że to Cię nie załamie i nie podda przemianie. Xx
Patrzyłam na robotników za oknem, kiedy mój oddech stał się płytki. Walczyłam o powietrze, zawładnął mną lęk i upadłam na podłogę.
- Violet ? - usłyszałam głos Harry'ego, a obraz przede mną zamazał się. Poczułam jak para rąk mnie podnosi i stawia na równe nogi. Słyszałam jak Harry powtarza moje imię setki razy. Z paru powodów, nie umiałam wydusić z siebie słowa, choć bardzo chciałam. Tak jakbym miała zaraz zemdleć albo coś.
- Violet ! - krzyknął Harry. Wróciłam do rzeczywistości, potrząsając głową. Usiadłam z jego pomocą, wciąż trzymając notatkę w moich rękach. - Co się stało ? Wszystko porządku ? - zapytał zmartwiony.
Pokiwałam głową, nic nie mówiąc. Wstałam i podałam mu kartkę papieru, by ją przeczytał. 
- Na co mam patrzeć ? - zapytał.
- Na napisy ? - zapytałam jakby to było oczywiste. Co ja wygaduję ? To było oczywiste.
- Nic na tym nie ma - odpowiedział, oddając mi kartkę. Dokładnie obejrzałam zwitek papieru i rzeczywiście nic na nim nie było. Zmarszczyłam brwi, kiedy spojrzałam na rozbitą szklankę, leżącą na podłodze, w tym samym miejscu, w którym wczoraj Harry ją roztrzaskał.
- Jesteś pewna, że wszystko w porządku ? 
- Taa, jest okey - powiedziałam powoli i spojrzałam na moje ręce, które wciąż się trzęsły. 

- Więc napisy tak po prostu zniknęły, kiedy Harry wziął do ręki tą kartkę ? -  zapytała Ivy, po tym jak opowiedziałam jej o moim dziwnym poranku. 
- Szalone, nieprawdaż ? - odpowiedziałam oniemiała, kiedy szłyśmy przez oddział. Tego poranka miałam grupową sesję z Michaelem, Lukiem i Ashtonem, a teraz idę zabrać Caluma.
Wiedziałam, że chłopcy nie potrzebują sesji, ale pani Denver się uparła. Wiedziałam jednak, że Calum ich potrzebował. 
- Nie rozumiem jak to mogło się stać - powiedziała zmieszana.
- Ja też nie - odpowiedziałam, kiedy byłam pod pokojem Caluma.
- Hm, będę już szła, widzimy się na lunchu - uśmiechnęła się i poszła dalej. Stanęłam przed drzwiami, zapukałam w nie dwa razy, wyjęłam klucz i je otworzyłam.
Calum siedział na łóżku, w dłoni trzymał notatnik i zawzięcie coś pisał. Jego pokój nie wyglądał tak jak większości pacjentów, nad czerwoną kapą widniały plakaty różnych zespołów. 
- Calum - powiedziałam. Podniósł swoją głową, zatrzaskując notatnik i szybko chowając go do szuflady w biurku.
- Jesteś gotowy na sesję ? - zapytałam. Pokiwał wolno głową, wstał i podążył za mną do drzwi. Byłam zaskoczona, że szedł obok mnie, nie próbując uciekać. Inni pacjenci pewnie by już spróbowali. 
Kiedy dotarliśmy do mojego biura, usiadł na jednym z krzeseł przyglądając mi się intensywnie.
- Jak się dzisiaj czujesz ? - zapytałam.
- Okey - odpowiedział krótko, lekko się uśmiechając. Odwzajemniłam uśmiech i wyciągnęłam jego akta.
- Chcę ci powiedzieć, że nie jestem kimś kogo musisz się obawiać. Jestem twoją przyjaciółką Calum i zrobię wszystko by ci pomóc, musisz tylko się przede mną otworzyć. - Powiedziałam, starając się by poczuł się ze mną pewniej.
- Okey - odpowiedział z tym samym uśmiechem. Mentalnie pacnęłam się w głowę. Mam nadzieję, że nie jest jednym z tych pacjentów, co odpowiadają tym samym słowem na każde pytanie.
- Jak długo tu jesteś Calum ? - zapytałam.
- Cztery lata, osiemnaście dni, dziewięć godzin, siedemnaście minut i pięćdziesiąt dwie sekundy - wzruszył ramionami z niewinnym uśmiechem. Kąciki moich ust lekko się uniosły, z jego dokładnej odpowiedzi.
- Wiesz czemu tu jesteś ? 
- Nie jestem szalony, jestem trochę niezdrowy / niedobry (przepraszam was za to, ale nawet z kontekstu zdania nie mogłam wywnioskować o jakie słówko chodzi :c) - odpowiedział. - To dlatego tutaj jestem.
- Dobrze, pierwszy krok to przyznanie, że potrzebujesz pomocy. Opowiedz mi trochę o swoim życiu. Masz jakieś hobby ?
- Lubię pisać i śpiewać piosenki. - Odpowiedział Calum. Właśnie to musiało być w tym notatniku, w którym coś pisał. - Michael, Luke, Ashton i ja planowaliśmy założyć zespół. - Moje serce zabiło mocniej - był taki słodki.
- Mam nadzieję, że zaprosisz mnie na wasz pierwszy koncert - zachichotałam. Kiedy miałam zadać mu kolejne pytanie, ktoś zapukał do drzwi. -  Przepraszam, wrócę za sekundę. - Powiedziałam i podeszłam do drzwi. Calum spojrzał na dół na swoje palce i uniósł je, kiedy ja otworzyłam drzwi i ujrzałam Jai'a.
- Co cię tu sprowadza Jai ? - zapytałam.
- Koniecznie muszę z tobą porozmawiać - odpowiedział gorliwie. - To pilne.
Spojrzałam na Caluma, który nadal zajmował się swoimi palcami. Westchnęłam otwierając szerzej drzwi i szepnęłam:
- Wejdź, ale uważaj na to co mówisz. Mam pacjenta.
Jai pokiwał głową i usiadł obok Caluma.
Kiedy usiadłam na przeciwko nich, obserwowałam jak całe ciało Caluma zesztywniało. Patrzył na Jai'a nogi, a pięści miał mocno zaciśnięte. 
- Calum, to Jai. Brat Luke'a i Beau Brooksów.
Calum nawet się nie poruszył. Spojrzałam zmieszana na Jai'a i zapytałam:
- O co chodzi ?
- Chodzi o Luke'a, kiedy byłem tu ostatnim razem, poszedłem się z nim zobaczyć i znalazłem w jego pokoju klucz. Nie myślałem o tym za dużo, ale wkrótce odkryłem, że jest to klucz do instytucji, bo przyszedł wczoraj do mnie. Myślałem, że to sen, ale on naprawdę wyszedł i obawiam się, że jest za bardzo niezrównoważony psychicznie, by mógł wychodzić. - Powiedział Jai.
Podniosłam brwi, zastanawiając się skąd Luke wziął klucz i jak udało mu się wyjść, skoro wszędzie byli ochroniarze. 
- Mówił ci coś ? - zapytałam.
- Powiedział, że musi coś zrobić, miał w dłoni kawałek papieru i rozwaloną szklankę, która była sklejona. Potem wyszedł i nigdzie nie mogłem go znaleźć -  odpowiedział, a ja zastygłam w bezruchu. Luke miał zwitek papieru i posklejaną szklankę, a dziś rano przydarzyło mi się coś z użyciem tych rzeczy.
- Wiesz, co było na tej kartce ? - zapytałam Jai'a z szerokimi oczami.
- Coś o demonach - odpowiedział.
Myślę, że teraz jesteś przestraszona.
Przysięgam, że całe moje ciało mentalnie upadło i przeszło w hibernacje. Luke był w moim domu, kiedy ja i Harry spaliśmy. Mógł nas zabić.
- Wszystko w porządku ? - zapytał mnie Jai, zmartwiony.
- Oh, taa - wróciłam do realnego świata i marnie się uśmiechnęłam.
- Okey, mam teraz piłkę nożną, więc do zobaczenia - powiedział Jai i wyszedł.
- Pa. Przepraszam za to. To na czym stanęliśmy ?
- Kto to był ? - po chwili zapytał Calum, zaciskając zęby.
- Mówiłam ci; to brat Luke'a i Beau Brooksów.
- Nie możesz z nim rozmawiać... - odpowiedział wściekle.
- Nie sądzę, żebyś mógł o tym decydować - wtrąciłam, przerywając mu.
- On nie jest dobry ! - cicho krzyknął, wstając.
- Skąd możesz to wiedzieć ? - zapytałam, kładąc dłoń na moim biodrze. - Nawet go nie znasz !
- Poczułem to - potrząsnął głową. - W momencie, w którym usiadł obok mnie poczułem złą aurę, która napływała od niego.
- A co, jesteś medium ? - zdławiłam chichot. Wiem, że nie powinnam być w stosunku do niego chamska, ale zasługiwał na to, bo nawet nie znał Jai'a.
Albo znał ?
- Daleko mi do medium - zadrwił. - Jeśli chcesz być bezpieczna to trzymaj się z dala od niego. A jeśli nie chcesz być bezpieczna to nadal z nim rozmawiaj. A ponadto, nie obchodzi mnie to - powiedział, otworzył drzwi i wyszedł, zostawiając mnie zszokowaną.
Po dwóch minutach zdałam sobie sprawę, że chory psychicznie pacjent, biega sobie po korytarzu, kiedy powinien być pod moją opieką. W całym moim życiu, nigdy wcześniej tak szybko nie biegłam. Truchtałam po holu, poszukując Caluma, ale nigdzie go nie było.
Wyrzucą mnie jeśli go nie znajdę. Zdecydowałam, że pójdę do jego pokoju. Wiedziałam, że go tam nie będzie, no bo, serio, kto chciałby siedzieć zamknięty w pokoju ? Ale tak czy inaczej poszłam tam.
Na moje szczęście, znalazłam go leżącego na swoim łóżku i patrzącego w sufit. Wyglądał jakby o czymś głęboko myślał, więc zamknęłam drzwi na zamek i zostawiłam go samego. 
- Um, przepraszam - usłyszałam za mną nieznany mi głos. Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka z lekko postawionymi blond włosami, zielonymi oczami i kolczykiem pod wargą.
- Tak ? - delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
- Jestem tu nowy, wiesz gdzie jest tu pomieszczenie dla ochrony ? - zapytał, drapiąc się po karku.
- Tak, zaprowadzę cię - przytaknęłam i pociągnęłam go za nadgarstek. Chwilę potem puściłam go i teraz szedł obok mnie. - Jak masz na imię ?
- Daniel Sahyoune, ale moi przyjaciele mówią na mnie Skip - odpowiedział. - A ty ?
- Violet Styles - odpowiedziałam. - Ile masz lat ?
- Dziewiętnaście. 
- Ja mam dwadzieścia.
- Fajnie, więc pracujesz tu jako kto ? - głupio się uśmiechnął.
- Jako psychiatra. Zgaduję, że jesteś nowym ochroniarzem.
- Dobrze zgadłaś - zaśmiał się, kiedy doszliśmy do pokoju dla ochrony.
- To tutaj - powiedziałam, wskazując na drzwi. 
- Bardzo dziękuję, gdyby nie ty to pewnie nadal bym błądził między korytarzami.
- To nic takiego - wszedł do środka, a ja zostałam na zewnątrz. Spojrzałam na mój zegarek i okazało się, że właśnie teraz miałam nadzorować pacjentów na lunchu, więc ruszyłam przed siebie.
Kiedy przeszłam przez drzwi zostałam powitana przez Michael'a, Luke'a i Ashton'a, którzy się do mnie uśmiechali. Calum spojrzał na mnie gniewnie, po czym utkwił swój wzrok z powrotem w talerz spaghetti. Usiadłam na wolnym krześle.
- Cześć - powiedział Ashton, szeroko się uśmiechając.
- Hej - powitał mnie Michael, przeczesując swoje włosy.
- Cześć Violet - przywitał się Luke, gryząc ołówek. Wyglądało na to, że coś pisał.
- Co robicie ? - zapytałam ciekawa.
- Rozmawiamy o tym, jak nazwać nasz zespół - powiedział ożywiony Ashton.
- Fajnie, macie jakieś pomysły ? - zapytałam. Byłam naprawdę zaciekawiona.
- Myśleliśmy nad "Five Seconds Of Summer" - oznajmił Michael.
- Podoba mi się ta nazwa ! - powiedziałam entuzjastycznie.
- Calum ją wymyślił - Ashton uśmiechnął się do Caluma.
- Jest naprawdę świetna, Calum - powiedziałam do niego, mając nadzieję, że mi odpowie. Jednak nie powiedział nic, nadal był zajęty patrzeniem się w "bardzo interesujące" jedzenie. Westchnęłam i spojrzałam na zeszyt Luke'a, który był zapełniony różnymi zdaniami. - Co to takiego ? - zapytałam wskazując na słowa.
- Oh, trochę tekstów - Luke wzruszył ramionami. 
- Mogę przeczytać ? - zapytałam. Pokiwał głową i podał mi zeszyt, który zaczęłam czytać.
She’s got a rose tattoo but she keeps it covered, I play guitar but
she's into drummers, she's seen my face around, but she doesn`t even know my name
( Ma tatuaż przedstawiający różę, ale wciąż go zakrywa, ja gram na gitarze, ale ona woli perkusistów, widziała moją twarz, ale nawet nie zna mojego imienia )
Everything is falling down, we're suffering, helpless thoughts and
out we sing, prayers go to the sky
( Wszystko się wali, a my cierpimy, bezradnie myślimy i śpiewamy, modląc się by pójść do nieba )
I dedicate this song to you, the one who never sees the truth, that I can take away your hurt, heartbreak girl
( Dedykuję tą piosenkę Tobie, tej jednej, która nie dowiedziała się prawdy, że mogę zabrać Twój ból, dziewczyno ze złamanym sercem )
You're just a little bit out of my limit, it's been two years now you haven't even seen the best of me
( Jesteś już trochę poza moją granicą, to już dwa lata, a Ty nie widziałaś tego co we mnie najlepsze )
When we both wake up underneath the same sun, time stops, I wish that I could rewind, So close but so far away
( Kiedy oboje budziliśmy się pod tym samym słońcem, czas się zatrzymywał, pragnę bym mógł go cofnąć, tak blisko, ale jednak tak daleko )
Tell me where you're hiding your voodoo doll 'cause I can't control myself, I don't wanna stay, wanna run away but I'm trapped under your spell.
( Powiedz mi, gdzie ukrywasz laleczkę voodoo, bo nie mogę nad sobą panować, nie chcę zostawać, chcę uciec, ale jestem pod wpływem twojego zaklęcia )
Torn in two, and I know I shouldn’t tell you, but I just can’t stop thinking of you, wherever you are
( Rozdarty na dwie części, wiem, że powinienem Ci powiedzieć, ale nie mogę przestać o Tobie myśleć, gdziekolwiek jesteś )
Your lipstick stain is a work of art, I got your name tattooed in an arrow heart and I know now, that I'm so down
( Odcisk twojej szminki jest dziełem sztuki, mam wytatuowane Twoje imię na sercu ze strzałą i teraz wiem, że jestem gotowy )
- Są naprawdę świetne - powiedziałam do Luke'a, kiedy skończyłam czytać jego fantastyczne teksty. - Są takie prawdziwe.
- Dziękuję Violet - uśmiechnął się do mnie, lekko się rumieniąc.
- Ja będę perkusistą, Cal będzie grał na basowej gitarze, Michael i Luke na normalnej gitarze i wszyscy będziemy śpiewać - powiedział Ashton.
- Mogę posłuchać jak śpiewacie ? Może na naszej kolejnej sesji ? - zapytałam.
- Tak ! - odpowiedział podekscytowany Michael. - Ja już chcę ci coś zagrać.
Zaśmiałam się cicho.
- Zorganizuję wszystko, by było okey, może uda mi się załatwić jakieś instrumenty. 
- Dziękuję Violet ! - Powiedział Michael, przytulając mnie. Szeroko się uśmiechnęłam z jego gestu, a następnie spojrzałam jeszcze raz w zeszyt. Był mały, ale przepełniony emocjami i uczuciami.
Poczułam lekkie klepnięcie na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziałam. 
- Przepraszam, że przeszkadzam panno Styles, ale Luke i Beau chcieliby z panią porozmawiać - powiedział.
- Kim jesteś ? - zapytałam, nie chcąc by zabrzmiało to niegrzecznie.
- Oh, przepraszam, nazywam się James Yammouni. Dopiero tu zaczynam -  uśmiechnął się, ukazując swoje białe zęby. Miał ciemno brązowe oczy, czarne włosy i był opalony.
- Violet - odpowiedziałam, potrząsając jego ręką. Spojrzałam w stronę Luke'a i Beau - patrzyli na mnie. Odwróciłam się z powrotem do chłopaków i pożegnałam się z nimi, a następnie wstałam i ruszyłam w stronę stolika, przy którym siedzieli Luke i Beau. Siedzieli w kącie pokoju przy ogrzewaniu i oknie. Zgaduję, że mieli najlepsze miejsca. 
- Cześć chłopcy - przywitałam się i usiadłam na przeciwko nich.
Oboje lekko się do mnie uśmiechnęli i pierwszy odezwał się Beau:
- Jak się masz Violet ?
- Dobrze - odpowiedziałam.
- Wcale, że nie - powiedział Luke, tłumiąc śmiech.
- A skąd możesz to wiedzieć ? - zapytałam go, podnosząc brwi.
- Bo trzęsiesz się, 'bawisz' się swoimi kciukami i lekko zesztywniałaś, co oznacza, że jesteś poddenerwowana - odpowiedział.
- Nieważne - powiedziałam przewracając oczami. - Czego ode mnie chcecie ?
- Chcieliśmy tylko pogadać - odpowiedział niewinnie Luke.
- Nie pogrywaj tak niewinnie, kolego. Dobrze wiem, że zdecydowanie nie jesteś niewinny - zadrwiłam.
Zaśmiał się i ściszył swój głos:
- Zdecydowanie nie jestem niewinny w sypialni, jeśli to masz na myśli.
- Nie, tego nie miałam na myśli - powiedziałam z obrzydzeniem.
Ponownie się zaśmiał, ale chwilę potem spoważniał.
- Chcę cię ostrzec Violet.
- Przed czym ? - zapytałam.
- Przed moim bratem bliźniakiem - odpowiedział cicho Luke, bym tylko ja mogła go usłyszeć. Zauważyłam, że Beau przygryza swoją wargę i rozgląda się dookoła, tak jakby kogoś wypatrywał. 
- A co z nim nie tak ? - zapytałam, przypominając sobie co powiedział mi Calum.
- Powiedzmy, że nie jest tym, za kogo go masz - wymamrotał. Zrzedła mi mina, kiedy słowa Luke'a rozbrzmiały w mojej głowie.
- Nie rozumiem. 
Luke ze znużeniem rozglądnął się dookoła i spojrzał w moje oczy. Jego źrenice rozszerzyły się, a on oblizał usta.
- Kiedy Jai gdzieś idzie, demony są tuż za nim. 

- Jak ci minął dzień ? - zapytał mnie Harry, kiedy wróciłam do domu i położyłam moje rzeczy na ziemię.
- Ugh - jęknęłam. - Stresująco jak zawsze.
- Nie rozumiem, dlaczego musisz przez to wszystko przechodzić i to tylko z powodu pracy - powiedział, nakładając makaron, który dla nas przygotował.
- Bo pomagam ludziom - odpowiedziałam. Pokiwał głową i postawił dwa talerze na stolik. Mój brzuch zaburczał z głodu.
- Pyszne - powiedziałam, przełykając porcję makaronu.
- Dzięki - uśmiechnął się. - Niall nauczył mnie jak to zrobić.
- Jak oni wszyscy się mają ? - zapytałam. Nie widziałam ich od paru dni.
- Dobrze. Znaleźli dom i przeprowadzają się tu we wtorek. Dom jest na końcu ulicy - powiedział, biorąc łyka piwa.
- To wspaniale - uśmiechnęłam się, wiedząc że Zayn będzie w pobliżu kiedy będę go potrzebowała. Tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo za nim tęskniłam zanim tu nie przyjechał. 
Kiedy zjedliśmy, umyliśmy naczynia. Harry mył, a ja wycierałam. Gdy skończył, poszedł na górę wziąć prysznic. Ja postanowiłam, że jutro rano się umyję, bo teraz jestem okropnie zmęczona. Luke i Calum potrafią nieźle wykończyć człowieka.
- Dobranoc Harry - powiedziałam przed drzwiami do łazienki.
- Dobranoc Vi - odpowiedział. Poszłam do swojego pokoju, zostawiając drzwi otwarte na wypadek, gdyby coś dziwnego się działo, tak jak przez ostatnie parę nocy. Kładąc się na łóżku, zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy. 
Po paru minutach zasnęłam. 
*CALUM*
Nie rozumiem, dlaczego Violet mi nie wierzy. Powiedziała, że nie znam Jai, ale ja go znam.
Jai i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Zabawne, wiem. Przez całą podstawówkę byliśmy dobrymi kumplami, myślę, że tak było, bo oboje byliśmy inni. Zawsze wiedziałem, że z Jai'em jest coś nie tak, tak jak ze mną, to dlatego byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Była jedna rzecz, która sprawiała, że Jai nie był dobrą osobą. Wykorzystywał swoją inność by krzywdzić innych i to dlatego przestałem się z nim zadawać, ale kosztowało mnie to wiele.
Pewnego dnia, siedziałem w moim pokoju i słuchałem najnowszych nagrań, które dostałem od mamy na moje czternaste urodziny. Usłyszałem stukot w okno, więc wstałem i zobaczyłem na zewnątrz Jai'a, który patrzył na mnie złowieszczo. 
Zaskoczony, czemu tam stał, zszedłem po schodach i wyszedłem z mieszkania. On już zasadził na mnie pułapkę i moja mama mnie przyłapała. Byłem wrobiony przez jego złowrogi umysł i wysłano mnie tu by mi się polepszyło.
Ze mną wszystko jest w porządku. Powiedzieli, że mam depresję, ale wcale jej nie mam, utknąłem tu, bo mam problem z ufaniem ludziom. Za to możecie winić Jai'a.
Więc teraz utknąłem w tej piekielnej dziurze, ale przynajmniej jestem bezpieczny, bezpieczny od niego.

: o Widzicie ? Potraficie pisać komentarze ? Potraficie :) Pierwsza sprawa to chodzi mi o to słówko "Brooksów" nie wiem, czy jest to dobrze odmienione, jeśli nie to przepraszam, no i jeśli ktoś z was wie jak to poprawnie odmienić to byłabym wdzięczna gdy ktoś mi napisał. Po drugie dziękuję wam bardzo za komentarze, uwielbiam je czytać. I tak na koniec to powiem wam, że moim ulubionym rozdziałem jest rozdział szósty, ale przed nami jest jeszcze piąty, także cierpliwości. Tak wam zaspojleruje, że będzie tam czyjaś "chwila uniesienia" dswhodwijdwidwdn jestem zła, że wam to napisałam ale musiałam :P Kolejny rozdział myślę, że pojawi się w środę. Czemu tak późno (?) ? No więc po pierwsze przyjeżdża mój ojczym na parę dni, a on jest bardzo surowy i nie będę mogła siedzieć tyle przy komputerze. A po drugie to autorka ma napisane siedem rozdziałów, tak więc sami rozumiecie. Ahh no i powinniście być dumni, ze mnie bo tłumaczyłam ten rozdział przez noc XD Przed ostatnia rzecz to taka, że byłoby cudownie gdyby pojawiło się tutaj 18 komentarzy, jak nie no to rozdział pojawi się w czwartek czy może później (ale jestem zła i okropna :c) Dobra nie zanudzam was i przechodzę do ostatniej rzeczy: KOCHAM WAS <3 
PS. Nie wiem czy ta notka ma sens, bo jej nie czytałam drugi raz, więc jak coś to przepraszam x

środa, 19 marca 2014

Rozdział 3

Obudziłam się przez ciche chrapanie i ćwierkanie ptaków. Kiedy mój wzrok spoczął na idealnym ciele Zayn'a, zauważyłam na jego plecach dużo czerwonych zadrapań. On sam podczas snu sobie to zrobił czy może to ja mu to zrobiłam ?
- Zayn - wyszeptałam, delikatnie go szturchając i uważając na okropnie wyglądające rany.
- Co ? - jęknął, odwracając się do mnie. Kosmyki jego włosów sterczały w różne strony, a jego oczy były zaspane.
- Muszę iść do pracy. 
- Nie możesz tutaj zostać ze mną i z chłopakami ? - zapytał, przyciągając mnie bliżej siebie.
Zachichotałam z jego potrzeby i lekko go odepchnęłam. 
- Chciałabym, ale psychicznie niezrównoważone osoby czekają na mnie -    potrząsnął swoją głową niezadowolony, patrząc jak wstaję i narzucam szlafrok na swoje ramiona.
Niebawem zrobił to samo co ja, chciał już wyjść, kiedy go zatrzymałam. 
- Um Zayn, zauważyłeś co masz na plecach ? 
Spojrzał na mnie zdziwiony i podszedł do lustra. Stanął tyłem i przekręcił głową, patrząc w lustro i wtedy spostrzegł głębokie zadrapania.
- Nie zrobiłem tego.
- Jesteś pewien ? - zapytałam.
- Oczywiście. Nigdy bym siebie nie skrzywdził, to głupie. - Spojrzałam na podłogę, jego uwaga mówiła sama za siebie - myślał, że to co sobie kiedyś robiłam było głupie. - Cholera - szepnął. - Przepraszam Vi, nie miałem tego na myśli.
- Nie przejmuj się - odpowiedziałam, patrząc na niego ze sztucznym uśmiechem. - Chodźmy coś zjeść.
- Nie będziemy się martwić o to co jest na moich plecach ? - zapytał.
- Więc kto mógł to zrobić, Zayn ? 
- Nie wiem - wzruszył ramionami, myśląc o tym przez chwilę. - Masz rację, pewnie zrobiłem to sobie podczas snu. - Powiedział zdenerwowany i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą. Zastanawiałam się czemu nagle jest zły.
Postanowiłam, że dam sobie z tym spokój, nie potrzebuję dodatkowego stresu, już wystarczająco go mam w pracy. Poszłam do kuchni, nalałam kawy do kubka, by się rozbudzić i zaczęłam jeść owsiankę. Słyszałam jak chłopcy rozmawiają wesoło o tym gdzie się zatrzymają.
Usłyszałam jak mówią o mieszkaniu tu na stałe, ale musiałam mieć halucynacje, może chciałam to usłyszeć, nie wiem.
Kiedy zjadłam, szybko umyłam naczynia i wróciłam do swojego pokoju, wzięłam ubrania i poszłam pod prysznic. Zrobiłam normalne rzeczy, jaki każdy robi pod prysznicem, wyszłam, powycierałam się i ubrałam.
Umyłam zęby i związałam włosy w koka. Włożyłam do torby lunch i chciałam się pożegnać z chłopakami, ale zatrzymałam się przed wejściem do salonu.
- To było dziwne, okno samo się otworzyło, mówię wam, coś jest w tym domu -  usłyszałam ściszony głos Zayna.
- W takim razie, co było w tym domu ? - zapytał zdezorientowany Niall.
- Nie wiem, ale cokolwiek to było to nie lubi mnie w jej łóżku. To było tak jakby to coś chciało się mnie pozbyć - odpowiedział Zayn. Przewróciłam oczami i weszłam do salonu.
- Idę do pracy, miło było was poznać - uśmiechnęłam się. Zayn patrzył za mnie tak jakby coś tam było.
- Ciebie też było miło poznać Violet - powiedział Liam, przerywając ciszę. Louis i Niall pokiwali głową z uśmiechem.
- Zobaczymy się za jakiś czas ? - zapytałam.
- Tak, na pewno, myśleliśmy o zostaniu tutaj - odpowiedział Louis. Więc nie miałam halucynacji. 
- To bardzo fajnie - powiedziałam z entuzjazmem. - Do zobaczenia.
- Na razie - odpowiedzieli, a ja ruszyłam do mojego piekła.
*LUKE*
Trzeci dzień w piekielnej dziurze. Jak było ? Okey. Czy u mnie było okey ? Nie.
- Luke ? - usłyszałem czyjś cichy szept za kratami, które powstrzymywały mnie przed ucieczką z tej gównianej dziury. Zmarszczyłem brwi, kiedy zobaczyłem głowę pielęgniarki Ivy.
- Tak ? - zapytałem zdziwiony, zastanawiając się czemu w ogóle tutaj jest. 
- Czas na twoją sesję - powiedziała. Drzwi się otworzyły, ukazując w nich Jacka i innego ochroniarza, którego wcześniej nie widziałem. Kiedy się odsunęli, zauważyłem, że Beau stoi za nimi trzymany przez dwóch ochroniarzy.
Wiedząc, że najprawdopodobniej wyciągną mnie z łóżka, wyskoczyłem z niego ratując siebie od katuszy i podszedłem do nich, by mogli mnie złapać. Kiedy tylko starałem się z nimi współpracować, stawali się dupkami, więc jaki to kurwa ma w ogóle sens ?
Poprowadzili mnie przez korytarz pod drzwi do biura Violet. Nie widziałem i nie rozmawiałem z nią od czasu, gdy byłem u doktor Ivy.
Jack zapukał w drzwi, dostając w odpowiedzi "wejść". Otworzył je i wepchnął mnie i Beau do środka, zostawiając nas przed Violet, która wyglądała na zestresowaną. 
- Usiądźcie proszę - westchnęła, wskazując na dwa krzesła. Odczułem, że nie jest dobrze nastawiona do nas i chciałem coś powiedzieć, ale zdałem sobie sprawę, że moje zachowanie jest cztery miliony razy gorsze więc siedziałem cicho.
- Jak się macie ? - zapytała Violet, w końcu na nas patrząc.
- Obolały - odpowiedziałem.
- Normalnie - odpowiedział Beau. Mogłem stwierdzić, że był na nią wkurwiony, ale kompletnie nie wiedziałem dlaczego.
- Okey, dzisiaj chcę z wami porozmawiać o waszych zbrodniach. - Powiedziała, wyciągając dwie policyjne kartoteki.
*VIOLET*
- Chyba, porozmawiać o tym jak zostaliśmy wrobieni - poprawił mnie Luke z sarkazmem. Ignorując jego komentarz, przebiegłam wzrokiem po przestępstwach, których się dopuścili i z powrotem spojrzałam na nich.
- Opowiedzcie mi o nocy, w której zabiliście Lorette Quinn - zaczęłam od pierwszej zbrodni, której się dopuścili.
- Nie zabiłem jej - odpowiedział stanowczo Luke.
- Beau ? - zapytałam. Przyglądał się swoim palcom.
Podniósł wzrok zszokowany. 
- Ja też jej nie zabiłem.
- Pierwszy krok do polepszenia waszej sytuacji jest przyznanie się do tego, co zrobiliście. - Powiedziałam poważnie.
Mogłam zobaczyć żyły na szyi Luke'a - zaczynał się złościć. 
- Powiedziałem ci, że nikogo NIE zabiłem. Rozumiesz ?
- Skoro ty tego nie zrobiłeś, to kto ? - zapytałam, za bardzo pyskując. Zmarszczył brwi i spojrzał na widok za oknem.
- Gdybym ci powiedział, to byłabyś martwa - odpowiedział Luke, patrząc z powrotem na mnie cały spięty.
- Czyżby ? - zapytałam sarkastycznie, podnosząc brwi. Beau zdławił śmiech, kiedy czekałam na odpowiedź Luke'a.
- Bądź ostrożna mała świnko - szepnął Beau, tym samym sprawiając, że przełknęłam ślinę i przypomniał mi się wczorajszy wieczór. Wierszyk na lustrze był o małej śwince, skąd Beau mógł o tym wiedzieć, skoro tak mnie nazwał ? Dlatego, że to napisał ? Nie, nie mógł, bo był tutaj zamknięty przez cały czas.
- Czemu mnie tak nazwałeś ? - zapytałam powoli, czując, że moje dłonie zaczynają się pocić.
Beau uśmiechnął się przebiegle, drapiąc się po karku.
- Powiedzmy, że nie jesteśmy jedynymi, których powinnaś się obawiać, bo skarbie jesteś następna. 
Zamarłam, kiedy ostatnie słowa opuściły jego usta.
- Jestem następna w czym ? 
- W umieraniu.
- Myślę, że oboje powinniście iść na lunch - szepnęłam przestraszona.
- Aw skąd ten pośpiech Violet ? - zapytał Luke, najwidoczniej zadowolony z siebie.
- Jack ! - zawołałam, ignorując pytanie Luke'a. Drzwi się otworzyły, ukazując Jacka. - Luke i Beau są już gotowi by iść na lunch.
- Dobra, chodźcie chłopaki - powiedział Jack, pokazując im by wstali. Trzech ochroniarzy weszło do środka, zabierając dwóch chłopaków.
Beau wyszedł, ale Luke nadal stał w drzwiach i patrzył na mnie. Zanim wyszedł, wymamrotał parę słów do mnie.
- Bądź ostrożna Violet, na zewnątrz czeka cię okrutny i zły świat.
Drzwi się zamknęły, a ja zostałam sama z moimi myślami. Podskoczyłam, gdy usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Podniosłam słuchawkę.
- Tak ?
- Ah panno Styles, tu pani Denver ! Jak się pani czuje ? 
- Dobrze - skłamałam. - A jak pani ?
- W porządku. Muszę prosić panią o przysługę. Byłaby pani łaskawa zastąpić pielęgniarkę Haywood na lunchu ? Musi iść do domu z osobistych przyczyn. -  Poinformowała mnie pani Denver.
Myślałam o tym by powiedzieć "nie", ale oczywiście dostałabym wykład o tym, że nie pomogę pacjentom, zostając w biurze, ale w rzeczywistości tak właśnie było.
- Jasne, oczywiście. - odpowiedziałam.
- Świetnie, dziękuję panno Styles - powiedziała, rozłączając się. Szybko uprzątnęłam moje biurko i wyszłam z oddziału C, kierując się do sali, gdzie pacjenci jedli lunch. Luke i Beau zostali umieszczeni w oddziale C, ale jeśli chodzi o mnie to sądzę, że nie będą tam na zawsze, chociaż Luke jest ciężkim przypadkiem to wierzę, że mogę przełamać ten mur i dotrzeć do niego.
Otworzyłam wielkie drzwi, wszędzie byli pacjenci. Co niektórzy siedzieli sami, oddaleni od innych, co niektórzy mruczeli coś do siebie, a inni patrzyli na mnie jakbym była szatanem.
Zobaczyłam Luke'a i Beau, którzy siedzieli sami w kącie pokoju. Chcąc ich uniknąć, jak tylko się dało, usiadłam przy wolnym stoliku, wpatrując się w okno. Zrozumiałam czemu tutejsi pacjencji wariowali. Nigdy nie pozwalano im wychodzić i jedynie mogli widzieć świat przez szyby.
Kiedy tak sobie rozmyślałam, poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu, odwróciłam się i zobaczyłam czwórkę całkiem atrakcyjnych chłopaków, którzy patrzyli na mnie zmieszani.
- Mogę wam w czymś pomóc ? - zapytałam. 
- Ssiedzisz na moim mmiejscu - zająknął się chłopak z ciemnymi włosami i oczami. Zauważyłam, że przy stoliku są jeszcze cztery wolne miejsca ale najwidoczniej musiał mieć zaburzenia obsesyjno - kompulsywne albo coś podobnego. 
- Przepraszam - odpowiedziałam, słabo się uśmiechając. Wstałam i patrzyłam jak siadają na swoich miejscach. Wcześniej ich nie widziałam. 
- Kim jesteś ? - zapytał chłopak z blond włosami i niebieskimi oczami. Zauważyłam, że ma przekutą wargę.
- Violet. Jestem tutaj psychiatrą. - Uśmiechnęłam się. - Jak się nazywasz ? -  zapytałam, starając się nawiązać rozmowę.
- Luke Hemmings - odpowiedział.
- Ja jestem Ashton Irwin - odezwał się ten w kręconych blond włosach i zielonych oczach.
- Michael Clifford - kolejny się przedstawił. Miał czarne włosy i białe pasemko. 
- A jak Ty masz na imię ? - zapytałam, patrząc na chłopaka, który powiedział mi, że to jego miejsce. Spojrzał na mnie zaskoczony. Zauważyłam, że jego ręce się trzęsły i ciężko oddychał. 
- Ccalum Hhood - prawie szepnął.
- On ma zaburzenia lękowe - szepnął Ashton do mojego ucha, sprawiając gęsią skórkę na moim ciele.
- Co takiego zrobił, że się tu znalazł ? - zapytałam Ashtona, upewniając się, że Calum mnie nie słyszy.
- Nic, jego rodzina stwierdziła, że jest szalony i go tu wysłała - odpowiedział wzruszając ramionami. Zmarszczyłam brwi, myśląc, że jest to tylko ośrodek dla obłąkanych morderców. Może pani Denver otworzyła go też dla innych, by mieć z tego więcej pieniędzy ?
- A co wy wszyscy zrobiliście, że jesteście tutaj ? - zapytałam. - Wszyscy wyglądacie jak normalni faceci. - Ciała Luke'a i Michael'a się spięły, a Ashton posmutniał. 
- Wdałem się z kimś w bójkę, pobiłem go tak mocno, że zapadł w śpiączkę. Cztery dni później zmarł - powiedział Ashton.
- Pobiłem faceta, bo chciał zgwałcić dziewczynę - Micheal wzruszył ramionami. - Myśleli, że jestem szalony, bo on ją zastraszył i ona powiedziała, że tamten nic jej nie zrobił.
Spojrzałam na Luke'a przygryzając wargę, wyglądał na najbardziej zdenerwowanego, oczywiście nie biorąc pod uwagę Caluma.
- Moja dziewczyna była w pożarze. Wszedłem by ją ocalić, ale już nie żyła. Ktokolwiek to zrobił,sprawił, że wyglądało to tak jakbym to ja wzniecił ogień i ją zabił - wyszeptał Luke, a łzy pojawiły się w jego oczach. 
- Przykro mi - położyłam dłoń na jego. Słabo się uśmiechnął, kiedy pojedyncza łza spadła na moją dłoń.
- A ty Calum ? - zapytałam go, ciekawa czy się przede mną otworzy czy nie. Calum potrząsnął swoją głową i spojrzał na makaron i ser na swojej tacy.
- Nie martw się, otworzy się przed tobą - zapewnił mnie Michael. 
- Skąd ta pewność ? - zapytałam zmieszana. 
- Otwiera się przed ludźmi, których lubi, a ciebie lubi - odpowiedział. Spojrzałam na Caluma, który delikatnie się do mnie uśmiechnął, po czym z powrotem spojrzał w dół. Jego uśmiech był piękny, patrząc na niego sam chciałeś się uśmiechnąć.
- Powinieneś się częściej uśmiechać Calum - powiedziałam, wciąż na niego patrząc. Podniósł wzrok, rumieniąc się i cicho się śmiejąc.
- Sprawiłaś, że się zaśmiał - Luke wyglądał na zszokowanego.
- Um ? - zapytałam zdziwiona. Czy to nie normalna czynność, którą ludzie robią ? 
- On nigdy się nie śmieje - odpowiedział, podkreślając słowo "nigdy". 
I tak mój dzień stał się lepszy, wiedząc, że sprawiłam, że się zaśmiał.

- Wróciłam ! - zawołałam, kiedy weszłam do domu. Nikt mi nie odpowiedział, więc Harry pewnie wyszedł gdzieś z kolegami. Z notki, zostawionej na ławie dowiedziałam się, że Harry wyszedł na drinka.
Vi, wyszedłem na drinka z kolegami, nie czekaj na mnie. - Harry
Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że mam wieczór dla siebie. Nazwijcie mnie szaloną, ale lubiłam być sama, mogłam wtedy pomyśleć i oczyścić mój umysł.
Wzięłam długi prysznic dokładnie się szorując i myjąc moje włosy, a następnie ubrałam cienką piżamę. Dzisiaj było naprawdę gorąco i nie chciałam, aby było mi duszno w grubszej piżamie. Mój brzuch zaalarmował mi, że muszę coś zjeść, więc zeszłam na dół do kuchni i otworzyłam lodówkę, patrząc co mam do wyboru. 
Zdecydowałam się na zrobienie tłuczonych ziemniaków, warzyw na parze i piersi z kurczaka. Zrobiłam podwójną porcję ziemniaków, zostawiając je w misce, by później mógł je zjeść Harry. Usiadłam na kanapie i jadłam kolację z włączonym radiem. 
Było bardzo spokojnie, kiedy skończyłam jeść i wyłączyłam radio, więc postanowiłam, że coś poczytam. Wczoraj skończyłam czytać "Zabić Drozda", także zaczęłam nową książkę pod tytułem "Wielki Gatsby".
Po paru minutach, spojrzałam na zegarek, który wskazywał w pół do dwunastej, uświadomiłam sobie, że muszę iść już do łóżka. Obiecałam pani Denver, że jutro zacznę sesję z Ashtonem, Calumem, Lukiem i Michaelem.
- Wydaje mi się, że Calum cię lubi, a psychiatra mu nie pomaga, jest w oddziale B - właśnie to powiedziała mi pani Denver, po tym jak widziała, że z nimi rozmawiam.
Zapytałam ją, czemu jest w stołówce dla oddziału C, skoro był przydzielony do oddziału B i powiedziała mi, że jest tu, ponieważ lubi przebywać ze swoimi przyjaciółmi. Zanim to wszystko się stało byli najlepszymi przyjaciółmi. Twierdziła również, że psychiatra, który umieścił go w oddziale B powinien przenieść go do oddziału C, ale nie ma na to żadnego wpływu i nawet jeśli jest dyrektorką to nie może go przenieść. 
Upewniłam się, że wszystkie okna i drzwi są zamknięte oraz, że światła są zgaszone i poszłam do swojego łóżka. Jednak zanim poszłam spać, wyciągnęłam akta całej czwórki chłopaków.
Imię: Ashton Fletcher Irwin
Płeć: Mężczyzna
Data Urodzenia: 7 Lipiec 1934
Grupa Krwi: B
Imiona Rodziców: Anne Marie i John Irwin
Rodzeństwo: 2, Harry Irwin i Lauren Irwin
Stan Zdrowia: Problemy Z Panowaniem Nad Złością, Lęki
Powód Dla Którego Tu Jest: Napaść na mężczyznę pod wpływem alkoholu
Oddział: C
Imię: Luke Robert Hemmings
Płeć: Mężczyzna
Data Urodzenia: 16 Lipiec 1936
Grupa Krwi: A
Imiona Rodziców: Liz Hemmings i Andrew Hemmings
Rodzeństwo: 2, Ben Hemmings I Jack Hemmings
Stan Zdrowia: Problemy Z Panowaniem Nad Złością, Depresja
Powód Dla Którego Tu Jest: Morderstwo Dziewczyny I Podpalenie
Oddział: C
Imię: Michael Gordon Clifford
Płeć: Mężczyzna
Data Urodzenia: 20 Listopad 1935
Grupa Krwi: A
Imiona Rodziców: Karen Clifford I Frank Clifford
Rodzeństwo: Brak
Stan Zdrowia: Halucynacje, Lęki, Problemy Z Panowaniem Nad Złością
Powód Dla Którego Tu Jest: Napaść Na Mężczyznę
Oddział: C
Imię: Calum Thomas Hood
Płeć: Mężczyzna
Data Urodzenia: 25 Styczeń 1936
Grupa Krwi: 0
Imiona Rodziców: Joy Hood I David Hood
Rodzeństwo: Mali Koa Hood
Stan Zdrowia: Lęki, Schizofrenia, Zaburzenia Obsesyjno - Kompulsywne, Problemy Z Panowaniem Nad Złością, Depresja, Próba Samobójstwa, Halucynacje
Powód Dla Którego Tu Jest: Rodzice Go Tu Wysłali 
Oddział: B
Kiedy skończyłam czytać ich akta, moje usta otworzyły się z szoku, głównie z powodu Caluma. Zdiagnozowano u niego tyle chorób, a przecież nawet połowy z nich nie okazywał. Wiem, że dopiero dzisiaj go poznałam, ale nie wydaje mi się, aby cierpiał na tyle chorób.
Byłam już bardzo zmęczona, więc włożyłam dokumenty do torby i sprawdziłam dwa razy czy okno jest zamknięte. Nie chcę powtórki ze wczoraj, szczególnie kiedy jestem sama.
W końcu zgasiłam lampkę i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Kiedy już zasypiałam usłyszałam głośny dźwięk dochodzący z kuchni. 
Przestraszona ?
Zaczęłam szybko oddychać, a moje myśli zaczęły wariować, kiedy usłyszałam czyjeś kroki na korytarzu. Pozostawiłam zgaszone światło, sięgnęłam po wazon, wyszłam z łóżka i stanęłam obok drzwi, na wypadek gdyby ktoś tu wszedł mogłabym go walnąć.
Idź, sprawdź kto to.
- Zamknij się - szepnęłam do siebie.
Cokolwiek powiesz szalona suko. 
Mocno zacisnęłam powieki, chcąc pozbyć się głosu z mojej głowy. Zadziałało, kiedy czyjeś kroki zatrzymały się przed moimi drzwiami. Drzwi się otworzyły, a w nich stał Harry całkowicie zdezorientowany.
- Matko, przestraszyłeś mnie ! - odetchnęłam z ulgą, kiedy go zobaczyłam. 
- Przypadkowo stłukłem szklankę - powiedział, kiedy go przytuliłam. 
- Posprzątam to rano - powiedziałam, odsuwając się od niego.
- Wszystko w porządku ? - zapytał zmieszany.
Pokiwałam głową.
- Taa, tylko nagle tak wtargnąłeś do środka - słabo się uśmiechnęłam.
- Racja. Jest jakieś jedzenie ? - zapytał. 
- Tłuczone ziemniaki są w lodówce.
- Dzięki Vi, śpij dobrze.
- Dobranoc Harry - odpowiedziałam. Wyszedł, zamykając drzwi i zostawiając mnie w ciemnościach. Szybko weszłam do łóżka i zakryłam się kołdrą. 
Słyszałam jak Harry podgrzewa ziemniaki, myje naczynia i nagle znowu było cicho. Kiedy próbowałam zasnąć słowa Beau nieustannie krążyły po mojej głowie. To co powiedział było prawdą czy tylko chciał mnie przestraszyć ? Wiedziałam, że Luke mógł zmusić Beau by mnie nastraszył.
Taa, to na pewno jest to, NIE !
I w tym momencie moje myśli znowu zaczęły mnie prześladować. 

Ta - dam ! Dodaję rozdział już teraz, bo szczerze mówiąc miałam go przetłumaczonego już dawno, ale nie dodawałam bo czekałam na komentarze. A właśnie - moi mili, widzę ile jest wyświetleń i ile osób informuję na tt, więc 15 komentarzy dla was to powinien być pikuś (pan pikuś lol nic). Wiem, jak to jest, sama czytam ff i sobie myślę "a po co mam komentować, skoro ktoś inny to zrobi" (przejrzałam was ! A może nie ? :c) Teraz sama mam bloga i wiem ile te komentarze znaczą, dlatego możecie pisać je nawet z anonima. Dla mnie nawet jak napiszecie "super" "wow" "czekam na next" "chujowy" "." etc to będę cholernie szczęśliwa, więc proszę komentujcie noooo :( A teraz co do rozdziału to slwqdjwqjlkdnwdjq :D może troszeczkę nudny (?). Ale kolejne są wspaniałe i będzie się działo :o Kocham was <3 15 komentarzy = kolejny rozdział. 
PS DZIĘKUJĘ ZA 1000 WYŚWIETLEŃ !!!