sobota, 8 marca 2014

Rozdział 1

*VIOLET*
Dzisiaj mijał pierwszy rok odkąd podjęłam pracę w ośrodku psychiatrycznym dla obłąkanych morderców i muszę powiedzieć, że był to ciężki rok. Parę rzeczy, których byłam świadkiem były straszne, ale potrzebowałam pieniędzy, więc nie mogłam robić nic innego.
Moi rodzice porzucili mnie, gdy miałam roczek. Zostawili mnie przed drzwiami domu dziecka z listem przypiętym do mojego kocyka, było tam napisane "weź mnie". Nic więcej nie było oprócz mnie - małego płaczącego dziecka.
Dorastałam w sierocińcu do ukończenia szesnastego roku życia, wypuszczono mnie bym mogła poznać świat i zdobyć pracę. Zawsze byłam bystrą dziewczyną i dlatego przyjęli mnie do szkoły mimo, że nie miałam za dużego wykształcenia. Nauczyciele uważali, że dziewczyny powinny siedzieć w domu, a mężczyźni powinni pracować, co moim zdaniem jest niedorzeczne.
Pełna determinacji ukończyłam psychologię rok temu i była oferta pracy w Ravensthorpe.
Mieszkałam na obrzeżach Melbourne w małym miasteczku, gdzie sama wynajmowałam dom. Nigdy nie miałam chłopaka i w najbliższej przyszłości nie planuję go mieć, wolę się skupić na tym co wychodzi mi najlepiej, czyli leczenie chorych ludzi.
Nie zrozumcie mnie źle, kocham moją pracę ale czasami wolę pobyć z dala od niej. Ale mamy rok 1954 i pieniądze są trudne do zdobycia, więc nie mogę ryzykować i stracić pracę.
Nie przetrwałabym.
Tak jak każdego ranka, wzięłam prysznic, ułożyłam moje jasno brązowe włosy i spojrzałam w lustro gapiąc się na mój okropny strój. Jak na mój wiek; mam dwadzieścia lat, to jestem wysportowana i szczupła. Zawsze chodzę wszędzie na pieszo, ponieważ nie chcę być jak te gospodynie, stare i pulchne, pozbawione wolności, ale głownie dlatego, że nie mam samochodu ani licencji.
Nie mam wielu przyjaciół, w szkole byłam prześladowana i przez to się okaleczałam, ale już z tym skończyłam. Nie lubię o tym rozmawiać. 
Gdy włożyłam buty, chwyciłam moją torebkę, w której miałam lunch, butelkę wody i ulubiony notatnik. Dziś był szczególny dzień, bo miałam sesję z Lukiem i Beau i nie mogłam się jej doczekać.
Zamknęłam dom i stanęłam na gorącym chodniku. W Australii było lato, więc z rana było już ciepło. Kiedy szłam do pracy; zajmowało mi to pół godziny, byłam pozdrawiana przez ludzi, których zazwyczaj widziałam.
Sapphire ze sklepu z kawą.
Rick ze stoiska z gazetami.
Lily z pralni. 
- Dzień dobry Violet! - powiedział Rick, gdy przeszłam obok niego, w odpowiedzi pomachałam mu. Kiedy minęłam stanowisko z gazetami wiedziałam, że jestem bliżej pracy co w pewien sposób sprawiło, że posmutniałam.
Stanęłam przed wielką bramą prowadzącą do instytucji. Wbiłam specjalny kod, aby ją otworzyć i ruszyłam przez wielkie drzwi znajdując się w głównym holu.
- Violet - powiedziała moja koleżanka i najlepsza przyjaciółka - Ivy, przechodząc przez drzwi, które prowadziły na oddziały.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się.
- Jesteś podekscytowana na dzisiejszą sesję z Lukiem i Beau ? - zapytała z sarkazmem.
Przewróciłam oczami, krótko się śmiejąc.
- Bardzo podekscytowana. Widzimy się na lunchu – uśmiechnęła się do mnie, zanim zniknęłam za drzwiami prowadzącymi do oddziału C, była to droga, którą musiałam pokonać aby dostać się do mojego biura.
Pacjenci krzyczeli i wrzeszczeli na mnie, gdy przechodziłam obok ich pokoi albo cel, jak kto woli, sprawiając, że ciarki przebiegły po moim kręgosłupie. Krzyczeli wulgarne rzeczy, chociaż starałam się im pomóc.
Wiem co pani Denver, dyrektorka, im robi, było to złe i okrutne, ale nie mogłam nic na to poradzić, pewnie zostałabym wywalona, gdybym powiedziała co o tym wszystkim myślę.
Gdy byłam bezpieczna w moim gabinecie i uwolniłam się od krzyków i ohydnych komentarzy usiadłam na moim wygodnym krześle i przejrzałam notatki, które zrobiłam po wczorajszej rozmowie z pacjentką. 
Rose Autumn, siedemnaście lat, popadła w schizofrenię i paranoję po tym jak poćwiartowała swoich rodziców siekierą. 
Nikt nie wiedział co zmotywował Rose do tego, co zrobiła, to znaczy, wciąż staram się ją rozgryźć ale jak widzę należy do grupy osób, które są bardziej chorzy. W budynku mamy trzy oddziały; odział A, oddział B i oddział C. 
Oddział C był dla najmniej chorych pacjentów i sądziliśmy, że nie będą tutaj na długo.
Oddział B był dla średnio chorych pacjentów, sądziliśmy, że uleczymy ich z choroby, ale potrzeba na to trochę czasu.
Oddział A był dla najbardziej chorych pacjentów, sądziliśmy, że bez znaczenia na wszystko, nie uleczymy chorych.
Rose była w oddziale A, dlatego że była tu od siedmiu lat i jej zachowanie nie wskazywało na poprawę. Wciąż nie jestem pewna w jakim oddziale zostaną umieszczeni Luke i Beau, bo dostatecznie ich nie poznałam ani nie zapoznałam się z ich historią. 
Kiedy tak myślałam o nich, usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegar, który wskazywał dziesiątą. Czas na pierwszą sesję z Lukiem i Beau.
- Wejść - zawołałam zza biurka. Drzwi się otworzyły ukazując Jacka trzymającego złego Luke'a i spokojnego Beau. Chwilę potem zły wyraz twarzy Luke'a przemienił się w głupi uśmieszek, gdy mnie zobaczył.
Jack zmusił dwóch mężczyzn, by usiedli i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Widziałam sylwetkę Jacka zza szklanego okienka, wszyscy ochroniarze stali przed wejściem biura na wypadek gdyby coś się stało.
Przez chwilę było cicho, gdy przyglądałam się ich nieskazitelnych rysach twarzy. Gdybym szła ulicą nie mając pojęcia o zbrodniach, których się dopuścili to pomyślałabym, że są normalnymi młodzieńcami.
Zanim zaczniecie pytać, dlaczego powiedziałam "młodzieniec" zamiast "mężczyzna", to dlatego że dorastałam w Bradford do ukończenia szesnastu lat. Później przeprowadziłam się do Australii by zacząć nowe życie. 
Wrócenie do Bradford było złym i strasznym czasem w moim życiu. Przez cały pobyt w tym mieście miałam jednego przyjaciela - Zayna Malika. Wszyscy myśleli, że jesteśmy dziwni, bo zawsze siedzieliśmy sami, a to dlatego, że Zayn mnie rozumiał. 
Mimo to że, nie był z sierocińca. Mieszkał z mamą i trzema siostrami: Doniya, Safaa i Waliyha. Jak pamiętam wszystkie trzy dziewczyny były kochane, kiedy byłam zapraszana przez Zayna; co było często, bawiłyśmy się domkiem dla lalek.
Pozwalano mi przychodzić do Zayna przez większość dni, bo jego mama pracowała w domu dziecka i wiedzieli, że była godna zaufania. Więc przez jedenaście lat, gdy chodziłam do szkoły był on moim jedynym najlepszym przyjacielem.
Kiedy wyjeżdżałam obiecaliśmy sobie, że będziemy w kontakcie, ale nie słyszałam o nim od dnia, w którym weszłam do samolotu, lecąc do Australii.
- Zamierzasz z nami rozmawiać czy nie ? - Luke prychnął na mnie tym samym alarmując mój umysł. 

- Tak, um, jak się dzisiaj czujecie chłopcy ? - zająknęłam się, zbierając się do kupy.
- Zirytowany, zły, kurewsko zmęczony tą gównianą dziurą - Luke prychnął kolejny raz.
Ignorując jego komentarz, skupiłam moją uwagę na Beau.
- A ty Beau ?
- Tak samo jak on - odpowiedział Beau, wzruszając ramionami.
- W porządku, więc chcę abyście powiedzieli mi o sobie, abym mogła poznać was trochę lepiej. Może zaczniemy od Beau ? - zaproponowałam. 
- Wszystko jedno - Luke przewrócił oczami, bawiąc się guzikami kombinezonu.
- Więc Beau, powiedz coś o sobie - zachęciłam go, uśmiechając się.
- Jestem Beau Brooks, mam dwadzieścia lat, mieszkam w Glenroy razem z mamą i bliźniakami - zaczął, gdy go zatrzymałam.
- Bliźniakami ? - powtórzyłam.
- Ta, Luke i Jai - pokiwał głową.
- Więc gdzie teraz jest Jai ? - zapytałam.
- Najprawdopodobniej w domu, będąc małym, pieprzonym, dziwnym nudziarzem, którym jest - zadrwił Luke.
- Luke proszę, pytałam Beau - wtrąciłam, będąc już zirytowany tym jak niegrzeczny był. 
- Mógł grać w piłkę, każdego piątkowego poranka grał w lokalnej drużynie. Jest naprawdę dobry. - Odpowiedział Beau wyglądając na trochę smutnego.
- A Jai wie o waszej dwójce i o co zostaliście oskarżeni ? - zapytałam.
Beau ledwo skinął głową, patrząc w podłogę.
- Okey, wystarczy Beau, usłyszmy trochę o tobie Luke - powiedziałam odwracając się w stronę Luke'a, grymas niezadowolenia był wymalowany na jego twarzy.
- Co tu jest kurwa do wyjaśniania albo do powiedzenia ? - zapytał Luke rozzłoszczony.
- Luke, przestań - mruknął Beau.
- NIE, ODPIERDOL SIĘ BEAU, MYŚLISZ, ŻE MOŻESZ PO PROSTU WEJŚĆ I ŻĄDAĆ ABYM POWIEDZIAŁ CI MOJĄ HISTORIĘ ? NIE, PIERDOL SIĘ ! 
   - krzyknął na mnie. Mogłam zobaczyć żyły przebijające się przez jego szyję, gdy gwałtownie wstał.
- JACK ! - krzyknęłam, odchodząc od Luke'a, który złowieszczo na mnie patrzył. Jack wtargnął do środka z dwoma innymi ochroniarzami, którzy chwycili Luke'a i rzucili na ziemię.
Obserwowałam Beau, który stał i patrzył ze wstydem na dół na swojego brata. Myślę, że Beau może być tym rozsądnym. Chwilę potem Jack wyciągnął małą strzykawkę z przezroczystą cieczą i wbił ją w szyję Luke'a. 
Po paru minutach Luke leżał na podłodze wyglądając na martwego, ale w rzeczywistości był stateczny. Ochroniarze wynieśli go z pokoju.
- Cco oni zamierzają z nnim zrobić ? - zająknął się Beau wyglądając tak jakby miał się zaraz rozpłakać.
- Zabierają go z powrotem do jego pokoju, wszystko będzie z nim dobrze 
   - próbowałam go uspokoić, zajmując miejsce na krześle.
- Obiecujesz ? - zapytał.
- Obiecuję. - Pokiwałam głową.
*LUKE*
Kiedy wybudziłem się z drzemki rozglądnąłem się dookoła. Znajdowałem się w pokoju o cementowych ścianach. Prawie podskoczyłem przestraszony, gdy zauważyłem starą kobietę, która patrzyła na mnie i siedziała obok na krześle.
- Kim ty kurwa jesteś ? - zapytałem odrażającą, starą nietoperzycę.
- Wybaczam to panie Brooks, zwracaj się do mnie pani Denver. Jestem tutaj dyrektorką - powiedziała.
Więc to jest ta zła kobieta, o której wszyscy mówią.
Spróbowałem się poruszyć, ale zauważyłem, że moje ręce i nogi były przykute do łóżka uniemożliwiając mi poruszanie.
- Czemu jestem przykuty ? - zapytałem, starając się uwolnić.
- Ponieważ dzisiejszego poranka sprawiałeś dużo zamieszania, przeszkadzałeś pacjentom swoimi krzykami i niewyparzonym językiem, do tego potwornie przestraszyłeś panią Styles. Zapłacisz za swoje postępowanie - złowieszczo się do mnie uśmiechnęła.
- Zapłacę ? - przełknąłem ślinę, patrząc jak wstaje i kieruje się ku szafie. Wolno ją otworzyła, a ja z napięciem wyczekiwałem i chciałem zobaczyć co jest w środku.
- Czego powinniśmy dzisiaj użyć ? - zapytała samą siebie patrząc do szafki, był tam rząd batów i noży. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jest to pokój pełen dziwactw, o którym mówiono na wczorajszym lunchu.
To był pokój tortur.
- Więc, byłeś przyczyną zamieszania, myślę że biczowanie będzie dobre - odwróciła się z pejczem dziewięciorzemiennym*. Moje oczy rozszerzyły się, kiedy zbliżyła się do mnie i zawołała ochroniarzy.
Rozpięli łańcuchy i szarpnęli za moje ramię, stawiając mnie na nogi. 
- Będzie bolało - szepnęła pani Denver, gdy strażnicy rozpięli mój kombinezon. Obrócili mnie, przytrzymując, podczas gdy pani Denver uderzyła w moje plecy batem.
Krzyczałem z bólu, gdy kontynuowała, za każdym razem uderzając mocniej i szybciej. Dziewięć "ogonów" bata atakowały moje plecy tak jakby marszcząc i falując moją skórę, kiedy poruszała swoim szybkim, zwiotczałym ramieniem. 
Kiedy skończyła, widziałem jak przez mgłę i mogłem poczuć jak krew spływa po moich plecach. Mój oddech był ciężki i dygotałem w uścisku strażników.
- Wystarczy, zabierzcie go do pani Winters, by założyła mu szwy. A także zawołajcie panią Styles na dół, by Luke mógł ją przeprosić - zaleciła ochroniarzom, zanim opadłem słaby w ich uścisku.
Podciągnęli mój kombinezon i wyprowadzili z pokoju. Moje oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyłem dziewczynę mniej więcej w moim wieku stojącą z dwoma ochroniarzami przed drzwiami. Miała niebieskie oczy, były podpuchnięte i lekko czerwone oraz długie, blond włosy. Była chuda, prawie wychudzona.
- Powodzenia - szepnąłem, gdy łzy stanęły w jej oczach.
- Dzięki - delikatnie się uśmiechnęła, gdy została wepchnięta do środka. Gdy ochroniarze zabierali mnie do medycznego pokoju, słyszałem okropne krzyki, kimkolwiek ta dziewczyna była echo roznosiło się po całym korytarzu. Zrobiło mi się jej szkoda i również tych wszystkich ludzi, którzy się tutaj znajdują. 
Może jestem pieprzonym idiotą i nie obchodziło mnie czy ludzie umierają, czy nie, ale mam też dobrą stronę, wierzcie lub nie. Potrafię być człowiekiem.
Taa, tylko wtedy gdy tego chcemy. 
- Zamknij się - mruknąłem do siebie, gdy głos rozbrzmiał w mojej głowie.
Aw, dokuczamy ci Lukey ?
Muszę ich ignorować, a wtedy odejdą. Powiedział mi to Beau i zadziałało. Zaczynają mówić tylko wtedy gdy jestem zły albo cierpię.
W przeciągu paru minut, wciąż byłem obezwładniony przez ochroniarzy, jeden z nich zapukał do drzwi, na których widniał czerwony krzyż. Drzwi się otworzyły ukazując w nich kobietę, która wyglądała na mniej więcej w wieku Beau. Muszę przyznać, że wyglądała prześlicznie z długimi brązowymi włosami i dużymi brązowymi oczami.
- Dziękuję, mogę go już wziąć. - Uśmiechnęła się, gdy delikatnie mnie chwyciła. Dupki pokiwali głową i wyszli z pokoju, zostawiając nas samych. - Co oni ci zrobili ? - westchnęła, gdy posadziła mnie i zdjęła mój kombinezon.
Siedziałem tam, a ona oglądała rozcięcia na moich plecach. Wtedy podeszła do biurka i wyciągnęła igłę, nici i gazik.
- Poczujesz lekkie ukłucie - powiedziała, lekko się uśmiechając, muskając ostrzem po moim krwawiącym ciele. Wzdrygnęłam się z bólu, gdy ukłucie zabolało jak cholera, kiedy zszywała moje rany. - Przepraszam - szepnęła.
- Za co ? - zapytałem, w końcu mogąc mówić.
- Za to co ci zrobili, nie sądzę, żeby musieli to robić, ale nie mogę nic z tym zrobić. Mogłabym stracić pracę - wzruszyła ramionami, skupiając się na igle i nitce.
- Jak masz na imię ? - zapytałem, nawet nie myśląc.
- Ivy Winters - uśmiechnęła się. 
- To ładne imię - odpowiedziałem.
- Dziękuję. Dostałam je po mojej babci - odpowiedziała, rumieniąc się. Tak działałem na dziewczyny; za jednym pstryknięciem palca mogłem sprawić, że stracą dla mnie głowę, albo znienawidzą mnie aż do śmierci.
- Więc, czemu tu jesteś Luke ? - zapytała zaciekawiona Ivy. Rozmyślałem nad tym, czy powinienem jej powiedzieć i przestraszyć na śmierć czy przekręcić prawdę i uniknąć kłopotów.
- Podobno razem z moim bratem zgwałciliśmy i ścięliśmy głowy trzem kobietom i teraz jesteśmy uznawani za szaleńców dopóki nasz doktor nie udowodni, że jest przeciwnie. Nawet jeśli zostaniemy uznani za zdrowych, wciąż będziemy mieli karę śmierci, więc nie wiem co jest gorsze, gnicie tutaj do końca mojego życia czy umarcie za coś czego nawet nie zrobiłem.
   - Odpowiedziałem, mówiąc prawdę.
- Wow - wypuściła oddech szeroko otwierając oczy.
- Myślisz, że jestem mordercą, prawda ?
- Nie, ale nie wydaję mi się, że jesteś niewinny - odpowiedziała.
- Co masz na myśli ? - zapytałem zmieszany, doborem jej słów.
- Cóż, najpierw muszę poznać ciebie i twojego brata, by zdecydować. - Wstała, gdy uporała się z moimi ranami. 
- Zgaduję, że często będziesz mnie tu widywała, nie lubię jak ludzie mnie do czegoś zmuszają więc jestem zobowiązany do bycia buntownikiem
   - zażartowałem.
Zaśmiała się i dała swoje włosy za ucho.
- W takim razie, nie mogę się doczekać.
*VIOLET*
Gdy otworzyłam drzwi do pokoju Ivy, usłyszałam chichotanie pomiędzy mężczyzną i kobietą. Chwilę potem znalazłam śmiejących się Luke'a i Ivy. Kończyła nakładanie bandaża. Moje oczy rozszerzyły się, gdy zdałam sobie sprawę co zrobiono Luke'owi.
- Luke - wypuściłam powietrze i stanęłam za nim, oglądając jego plecy.
- Nic mi nie jest - burknął.
- Co oni ci zrobili ? - zapytałam przerażona, gdy patrzyłam na wielkie rozcięcia, które pokrywały całe jego plecy.
- Zbiczowali mnie ? - odpowiedział sarkastycznie, jakby to było oczywiste.
Kogo ja oszukuję, to było oczywiste.
Potrząsnęłam głową z odrazą, odwróciłam się i stanęłam obok Ivy.
- Jesteś gotowy wrócić do swojego pokoju ? - zapytałam.
- Chyba celi - poprawił mnie.
- Luke nie zaczynaj - powiedziałam stanowczo.
- Albo co ? - powiedział wyzywająco z uśmieszkiem na twarzy.
- Wisz co - zadrwiłam i zawołałam ochroniarzy, by zabrali go z powrotem do celi. Jestem pewna, że nieźle dał w kość Ivy przez ten czas. Szybciej niż się spodziewałam, dwóch strażników chwyciło go za ramiona, zabierając go z powrotem.
Kiedy zniknęli za drzwiami, odwróciłam się do Ivy, która wyglądała na zadowoloną. 
- Co z tobą ? - zapytałam.
- Nic, on po prostu rozmawiając ze mną był inny - odpowiedziała.
- Co masz na myśli ? - zapytałam trochę zdezorientowana.
- Był słodki i miły w stosunku do mnie. Opowiedział mi historię jego i Beau i był przy tym spokojny, a kiedy weszłaś ty zamienił się w bezczelną, niegrzeczną i nie miłą osobę. - Wyjaśniła.
- Przypuszczam, że nie lubi mnie tak jak ciebie - wzruszyłam ramionami. 
   - Widzimy się jutro. - Powiedziałam, spoglądając na zegarek. Była dziewiętnasta, co oznaczało, że moja zmiana jest już skończona.
- Na razie Violet. - Powiedziała. Uśmiechnęłam się do niej i poszłam do pokoju dla pracowników, zabierając moje rzeczy i wracając tą samą drogą do domu. Patrzyłam jak słońce zachodzi za budynkami Melbourne z niewielkim wietrzykiem, który unosił moje włosy. Niebawem otworzyłam wejściowe drzwi i byłam już w domu.
Odetchnęłam z ulgę, siadając na dużej kanapie w salonie. Zdjęłam buty i włożyłam koszulę nocną, zrobiłam herbatę i zaczęłam czytać "Zabić Drozda".
Gdy czytałam, przerwał mi dzwonek do drzwi. Podniosłam wzrok zdezorientowana. Kto mógł tu przyjść o tej porze ? Wstałam ostrożnie i podeszłam do drzwi. Spojrzałam przez wizjer i ujrzałam chłopaka, który gapił się na swoje buty.
Powoli otworzyłam drzwi, a wtedy chłopak uniósł głowę. Zielone oczy i jasno brązowe potargane loki spotkały moje spojrzenie, patrzyłam na niego speszona.
- Cześć - powiedziałam, nie wiedząc kto to jest i czemu stoi przed moimi drzwiami.
- Jesteś Violet Styles ? - zapytał, nawet się nie witając.
- Tak - odpowiedziałam, robiąc krok do tyłu zasłaniając moją koszulę nocną. Mężczyźni myśleli, że to co kobieta ma na sobie, może być zachętą do seksu, ale w moim przypadku byłam zdecydowanie na nie.
Zauważyłam, że jego oczy rozszerzyły się, gdy spoglądał w moje. 
- To naprawdę ty - wyszeptał.
- Właściwie to nie mam pojęcia o czy mówisz... - powiedziałam powoli. Uśmiechnął się, ukazując zęby, a następnie ponownie otworzył usta.
- Jestem Harry, twój brat. 

*Jeśli nie wiecie co to jest to wpiszcie sobie w google "Cat O' Nine Tails"

I jak wam się podoba pierwszy rozdział ? Mam nadzieję, że zostaniecie tutaj ze mną i czytelników przybędzie. Wielkie ukłony dla @estasoledad13 dzięki której ten blog wygląda wspaniale, bo to ona zrobiła szablon <3 Kolejna sprawa z rozdziałami - rozdziały będą się pojawiać co sobotę/niedzielę. Są trochę długie więc muszę poświęcić trochę czasu by tekst miał sens. A przede wszystkim dziękuję wam, bo gdyby nie wy to tego bloga by nie było Ilysm x Fajnie by było gdyby pojawiło się przynajmniej dziesięć komentarzy :) Do następnego, bądźcie cierpliwi. 

23 komentarze:

  1. (@Basiak56 tt, @Basiak wattpad) Juz mi sie podoba i w ogole ani troche nie wiedzialam, ze to bedzie 20 wiek. Boze ja takie "WTF?!?!?!" Ale postanowilam wyobrazac sobie to jako nasz rok i wiek, poniewaz nie lubie takich zeczy co nie sa z tego wieku czyli tak, ze lubie rzeczy od mojego roku urodzenia xx tak jestem z 20 wieku :D ok ale nie bede zwazac na rok w tym ff, bo za fajny <3
    Czekam na wiecej :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu to jest genialne *,* Ciekawe jak zareaguje na wiadomość z kim właśnie rozmawia? haha. Jesteś genialna, czekam na 2 rozdział ♥ @KissesForMonika x

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko, ja ciarek dostałam, bo znów myślałam, że to Luke z 5SOS xD. Rozdział zajebisty! Przez wielkie "Z". Luke taki zadziorny, a Beau takie niewiniątko, tego się niespodziewałam :D (Nie jestem Janoskianator, nie wiem jacy są). To na końcu z Harrym mnie MOCNO zdziwiło, czekam na kolejny rozdział :) - @craaazymofooss <3

    OdpowiedzUsuń
  4. To opowiadanie jest świetne. Zdziwiłam się, kiedy przeczytałam że, akcja toczy się w XX, ale dzięki temu jest to ciekawsze. Cała historia wciąga i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
    @MoniaPoland1

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeny, ten ośrodek jest straszny. To jest chore. To co im robią o.O
    Ale robi się coraz bardziej ciekawie. Czekam na kolejny rozdział.
    @OwhMyStyles

    P.S. Szablon rzeczywiście jest cudowny ^_^

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Luke zbiczowali go :( Jak czytałam i widziałam 1954 to takie wow bi tego jeszcze nie było cudowny rozdział i czekam na następny
    @Ohh_My_Lukey

    OdpowiedzUsuń
  7. rozdzial jest po prostu kjhlgfsvjnnnkdnnebkfovs!
    ale Luke, biedactwo :c
    czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow ....
    Biedny Lukey :c
    Beau wyjadę się taki spokojny Ala za razem przerażający swoją spokojnością ...
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedny Luke :c
    A tak ogólnie to rozdział jest zajebisty!!
    Czekam na następny ;)

    @luuuvmycalum

    OdpowiedzUsuń
  10. Luke mym aniołkiem8 marca 2014 07:41

    Wciągające. Kocham tego typu opowiadania .
    Biedny Luke :C

    @JBELIEBERKA

    OdpowiedzUsuń
  11. o łał :o nie wiem co powiedzieć. bardzo mi się podoba i czekam na kolejny z niecierpliwością :) bardzo to doceniam że chce ci się to tłumaczyć. pozdrawiam :) @olka711

    OdpowiedzUsuń
  12. Omg ... super nie mogę się doczekać nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  13. DAWAJ NEXT !!

    OdpowiedzUsuń
  14. omgomgomg !
    rozdział świetny, szczerze chciało mi się płakać jak biczowali Luke'a :c coś czułam że Violet jest powiązana z Harrym bo Styles :D choć to mogło być jedynie zbieżność nazwisk .. ta dyrektorka to jakaś psycholka jezus maria gdybym ja złapała ją w swoje ręce . no nic czekam na następny rozdział i pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mogę się doczekać 2rozdziału,to jest genialne :) x
    @caracomawhite

    OdpowiedzUsuń
  16. boze niesamowite już czekam na następny rozdziała trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  17. jezu jezu jezu śliczny i idealny
    ale myślałam że to będzie Beau hahaha

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie ma za co, jeśli chodzi o szablon, naprawdę xx Właściwie natchnęłaś mnie do tego, żeby założyć szabloniarnię, na której dodałam też szablon, który dla Ciebie zrobiłam :) Mogłabyś wstawić teraz u siebie do niej link lub button? Dziękuję i pozdrawiam :) x

    http://graphic-way.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego natchnienia to się cieszę :) Dodałam zakładkę i wstawiłam link do Twojej strony, mam nadzieję, że tak może być x

      Usuń
    2. Pewnie, że tak :) Dziękuję xx

      Usuń
  19. czema na nn :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Wreszcie jakieś opowiadanie, które zadowala w pewnym stopniu mój chory mózg *.* a to, że jedna z postaci ma na imię Ivy podoba mi się chyba najbardziej haha xd
    fajnie budujesz zdania, dużo tłumaczek nie robi tego tak płynnie (i mówię serio, bo ogółem bardzo rzadko piszę komentarze xd). Jedna moja uwaga- musisz bardziej przykładać się do szczegolow, tj. interpunkcji i ortografii. albo znajdź osobę, która będzie betować ci tekst, żeby lepiej się czytało :) ale nie odbieraj tego jako atak, chcę tylko pomóc.

    pozdrawiam xx
    @janosjokes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za szczery komentarz :) Właśnie z tą interpunkcją się staram, czasami jest lepiej a czasami gorzej : / Na pewno bardziej się przyłożę x

      Usuń