sobota, 15 marca 2014

Rozdział 2

- To bzdura, nie mam brata, byłam... - zaczęłam, ale przerwałam.
- Porzucona, wiem, bo też byłem, ale rok później - Harry dokończył moje zdanie. Stałam zszokowana, przez to co usłyszałam. Na pewno po tym jak mama i tata mnie porzucili mieli następne dziecko ?
- Skąd mam pewność, że jesteś moim bratem ? - zapytałam Harry'ego, który nadal stał w drzwiach.
- Czy to wystarczający dowód ? - zapytał, podając mi kawałek papieru. Rozwinęłam go i zobaczyłam dokument z domu dziecka.
Imię: Harry Edward Styles
Płeć: Mężczyzna
Data Urodzenia: 1 Luty 1934
Grupa Krwi: A
Data Urodzenia Matki/Ojca: Nieznane
Rodzeństwo: 1, Violet Jade Styles (Wysłana do sierocińca w Bradford)
- To jedyna wzmianka o tym ? - zapytałam, gdy przeczytałam krótkie informacje na dokumencie.
- Tak - pokiwał głową. Westchnęłam, wiedziałam, że nie powinnam wpuszczać przypadkowych ludzi do domu, ale on jest moim "bratem", więc czemu nie ?
- Wejdziesz ? Właśnie zaparzyłam herbatę. - Uśmiechnęłam się. Ponownie pokiwał głową. Otworzyłam szerzej drzwi, by mógł wejść.
- Ładny dom - powiedział Harry, kładąc torbę na podłodze i siadając na kanapie. 
- Dziękuję, przeprowadziłam się tu parę lat temu. - Odpowiedziałam, kładąc czajnik na kuchenkę, bo woda zdążyła się ochłodzić, gdy rozmawiałam z Harrym w drzwiach.
- Czemu się przeprowadziłaś, Vi ? - zapytał zaciekawiony, kiedy kładłam na stolik do kawy imbryczek, dwie filiżanki i łyżeczki do cukru. Uśmiechnęłam się, kiedy nazwał mnie ''Vi'', jedyną osobą, która tak mnie nazywała był Zayn.
- Cóż, Bradford nie było najlepszym czasem w moim życiu, byłam prześladowana i nie miałam za dużo przyjaciół. Jedynym moim prawdziwym przyjacielem był Zayn... - odpowiedziałam, ale Harry mi przerwał.
- Zayn Malik ? - zapytał.
- Skąd go znasz ? 
- Rozmawiałem z nim o tobie, pojechałem do twojego domu dziecka i on tam był. Wysoki facet z czarnymi włosami i ciemnymi oczami ? - zapytał.
- Tak, to on - pokiwałam głową.
- Otóż, powiedział mi, że przeniosłaś się tutaj, więc tak cię znalazłem. Powiedział, że będziesz gdzieś w tej okolicy, popytałem ludzi i wskazali mi ten dom. - Poinformował mnie.
- Jak się ma ZZayn ? - zająknęłam się, myśląc o moim przyjacielu, którego nie widziałam przez lata. 
- Dobrze - odpowiedział, nalewając sobie herbaty. - Kontynuuj swoją opowieść.
- Oh, okey, przyjechałam tutaj, mając szesnaście lat, kupiłam dom za pieniądze, które oszczędziłam z pracy w Bradford. Kiedy tu byłam znalazłam pracę w sklepie z odzieżą i poszłam na studia psychologiczne. Gdy je ukończyłam, dostałam pracę w ośrodku psychiatrycznym i pracuję tam do dziś.
Harry spojrzał na mnie zdumiony, gdy powiedziałam "ośrodek psychiatryczny".
- Pracujesz w psychiatryku ? - wolno pokiwałam głową, nie wiedząc jaka będzie jego reakcja. - Ekstra - powiedział z entuzjazmem, sprawiając, że cicho się zaśmiałam.
- Więc teraz ty opowiedz mi o swoim życiu - poprosiłam, chcąc wiedzieć więcej o moim zagubionym bracie.
- Dorastałem w sierocińcu w Holmes Chapel. Byłem trochę znany, wszyscy mnie lubili, więc nie miałem złych przeżyć. Kiedy skończyłem siedemnaście lat, wyszedłem z niego i przez jakiś czas pracowałem w piekarni. Wtedy dowiedziałem się o tobie i byłem zdeterminowany, by cię odnaleźć, także pojechałem do domu dziecka, w którym przebywałaś, spotkałem Zayna i potem wyruszyłem do Australii. I teraz oto tu jestem – powiedział, delikatnie się uśmiechając.
- Zamierzasz tutaj zostać czy... ? 
- Najpierw muszę znaleźć sobie dom - odpowiedział. - Jeśli nie znajdę to wrócę do Cheshire.
- Nie bądź nie mądry, możesz tutaj zostać tak długa jak zechcesz. Byłoby miło, mieć towarzystwo i rodzinę. - Powiedziałam, uśmiechając się. 
- Nie chcę tobie i twojemu chłopakowi zabierać przestrzeni - potrząsnął głową.
- Nie mam chłopaka - zaśmiałam się.
- Oh - zdławił chichot. - Przepraszam.
- W porządku - powiedziałam. - Jutro idę do pracy, więc muszę już iść do łóżka, ale najpierw pokażę ci gdzie możesz się zatrzymać - pokiwał głową, zabierając nasze puste kubki i imbryk do kuchni. Wrócił i zabrał swoje manatki.
Uśmiechnęłam się, uświadamiając sobie jakim jest dżentelmenem i poprowadziłam go przez hol do pokoju gościnnego. Było tam pojedyncze łóżko, obok mały stolik i szafa.
- Skoro jesteś tylko ty to czemu są tu dwa pokoje ? - zapytał ciekawy.
Wzruszyłam ramionami, patrząc w jego zielone oczy, które iskrzyły się w świetle lampy. 
- Zawsze miałam nadzieję, że pewnego dnia stanie się cud i odzyskam moją rodzinę. 
- Dobranoc Vi - uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech, podczas gdy on wyciągnął piżamę i położył ją na łóżku, gotowy by ją założyć. 
- Dobranoc Harry.

Obudziłam się przez dźwięk piszczącego czajnika oraz zapach gotujących się jajek i bekonu. Wyszłam z mojego pokoju z włosami, które wyglądały jak ptasie gniazdo. Znalazłam Harry'ego, który stał przy kuchence i gotował śniadanie.
Musiał mnie usłyszeć, bo odwrócił się i mnie przywitał.
-Dzień dobry.
- Dobry - odpowiedziałam, ziewając. - A to wszystko to co ? - zapytałam, pokazując na jedzenie, które skwierczało.
- Wcześnie rano poszedłem do sklepu i pomyślałem, że zrobię dla nas bekon i sajgonki. - Odpowiedział z uśmiechem.
- Lubisz gotować ? - zapytałam, podnosząc brwi.
- Kocham - poprawił. - Zawsze gotowałem w piekarni, jakoś tak samo mi przyszło.
- Pięknie pachnie - oblizałam usta.
- Za minutę powinno być gotowe - powiedział. Uśmiechnęłam się, włączając radio, by móc wysłuchać porannych wiadomości.
- Wiadomość z ostatniej chwili, kolejne morderstwo w Melbourne ! Znaleziono martwą kobietę w jej domu, bez ramion i nóg, podejrzanego nie możemy jeszcze zidentyfikować.
- Kolejne morderstwo ? - zapytał Harry, podając mi talerz z przepysznie wyglądającym bekonem i sajgonką. 
- Czwarte w ciągu dwóch tygodni.
- To niedobrze - odpowiedział, biorąc gryza sajgonki. Jedliśmy rozmawiając o różnych i przypadkowych tematach, które przyszły nam do głowy. Potem wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w strój, który zakładam każdego dnia.
- Idę do pracy, widzimy się około w pół do dwudziestej, poradzisz sobie ? -        zapytałam Harry'ego, który czytał poranną prasę.
- Taa, masz jakieś dodatkowe klucze, bym mógł wychodzić kiedy będę chciał ? -  spojrzał na mnie zza gazety.
- Tak, jasne, proszę - pokiwałam głową, kładąc klucze na stoliku.
- Dzięki, baw się dobrze - zaśmiał się, gdy podeszłam do drzwi.
- Oh, będę - odpowiedziałam sarkastycznie i zatrzasnęłam za mną drzwi. Kiedy wyszłam z budynku ruszyłam tą samą, znaną mi drogą do pracy. 
Szłam tą samą, nudną drogą, mijając tych samych ludzi i te same okropne budynki, tylko że dzisiaj czułam się inaczej, tak jakby coś złego miało się stać.

- Panno Styles ? - usłyszałam za mną głos pani Denver. Odwróciłam się i napotkałam jej zimne, niebieskie oczy, które wyglądały jak kawałki sopli, które tylko czekały, by cię dźgnąć.
- Dzień dobry pani Denver - uśmiechnęłam się, starając się wyglądać sympatycznie. Przez chwilę przyglądała się mojej twarzy i odezwała się ponownie.
- Mogłabyś pójść ze mną do mojego biura ? - zapytała.
- Oczywiście - przytaknęłam, podążając za jej niską i grubą sylwetką; przez korytarz do jej gabinetu. Tylko raz byłam w jej biurze, kiedy byłam na rozmowie kwalifikacyjnej; i muszę przyznać, że nie za bardzo pamiętam jak on wyglądał. 
Kiedy otworzyła wielkie drzwi do swojego lochu, ukazał mi się kominek i fotele. W ogromnym pokoju był ktoś jeszcze. Zauważyłam męską sylwetkę, siedzącą na jednym z foteli. Zrobiłam tak jak pani Denver - usiadłam na wolnym fotelu i intensywnie wpatrywałam się w chłopaka.
- Panno Styles, poznaj Jai'a Brooks'a - powiedziała pani Denver, wskazując ręką na mężczyznę. Kiedy jej słowa rozbrzmiały, podniósł głowę patrząc na mnie brązowymi oczami. 
Właściwie to jego rysy twarzy wyglądały jak Luke'a, z wyjątkiem tego, że Luke był bardziej umięśniony. Jego włosy były trochę mniej kręcone niż jego brata - były leciutko postawione. Tak samo jak Luke i Beau był opalony, co sprawiało, że moja skóra wydawała się jeszcze bledsza. Zauważyłam, że Jai ma kolczyka w brwi i tatuaże zakrywające jego ramię.
Wreszcie, co wydawało się być wiecznością Jai się odezwał.
- Dzień dobry pani Styles. Jestem Jai Brooks. - Wyciągnął swoją dłoń, którą chętnie uścisnęłam.
- Proszę, nazywaj mnie Violet - powiedziałam, w odpowiedzi dostając jego skinienie głowy.
- Pan Brooks przybył by natychmiastowo cię zobaczyć i porozmawiać o swoich braciach i całej sytuacji. - Poinformowała mnie pani Denver.
- To o czym chcesz rozmawiać ? - zapytałam ciekawa, czekając by dowiedzieć się czemu postawił swoje stopy w tej piekielnej dziurze.
- Możemy mieć trochę prywatności ? - zapytał Jai, zwracając się do pani Denver.
- Oh, um, tak, już wychodzę - wymamrotała, zbierając swoje rzeczy.
- Nie, niech pani zostanie. Zabiorę pana Brooks'a do mojego gabinetu. - Lekko się do niej uśmiechnęłam.
- Dziękuję panno Styles - powiedziała, siadając z powrotem na krześle za wielkim biurkiem.
- Dziękuję, że poświęcasz swój czas - uśmiechnął się Jai, potrząsając ręką i idąc za mną korytarzem. Kiedy szliśmy przez oddział, ludzie krzyczeli różne rzeczy, co było powodem dla którego Jai lekko się wzdrygnął. - Czy oni zawsze tacy są ? - szepnął do mnie.
- Tak - przytaknęłam, wzdychając. Słyszałam jak Jai mozolnie podąża za mną i ciężko oddycha. Kiedy dotarliśmy do mojego biura, otworzyłam drzwi, by mógł wejść.
- Usiądź, proszę - wskazałam na dwa krzesła, które stały na przeciwko siebie. Moje myśli błądziły po wczorajszych wydarzeniach, kiedy to Luke był porywczy.
- Widziałaś się z nimi ? - zapytał Jai, przerywając ciszę.
- Tak, wczoraj.
- Byli okey ? - zapytał. Zawahałam się, robiąc kwaśną minę, świadczącą o tym, że nie byli za bardzo okey.
- Mieliśmy trochę kłopotów z Lukiem, ale Beau był w porządku - odpowiedziałam. Jai spuścił wzrok strapiony, mamrocząc coś do siebie, po czym spojrzał na mnie z powrotem.
- Luke zawsze był problemem, to on wciągnął w to Beau, nawet mnie próbował w to wciągnąć - fuknął.
- Wciągnąć w co ? Jeśli nie masz nic przeciwko, że pytam - zapytałam, nie chcąc być wścibska.
- Od najmłodszych lat Luke był... inny - zaczął. - Kiedy byliśmy dzieciakami, on stworzył grę, którą nazwał "Lustereczko Lustereczko".
- "Lustereczko Lustereczko" ? - zapytałam, biorąc do ręki mój notatnik.
- Powiedział, że chce chronić dzieciaki, które są nieszczęśliwe i zastraszane przez dużych idiotów. Myślę, że było to dlatego, że był zastraszany w młodszych latach, my też byliśmy, ale on najbardziej wziął sobie to do serca. Luke rozmawiał sam ze sobą w swoim pokoju, rysując karczemne postacie, mając plan jak się pozbyć prześladowców. Chciałem mu pomóc, bo myślałem, że robi do dla dobra. Więc stworzył "Lustereczko Lustereczko". Udawaliśmy siebie nawzajem i zapędzaliśmy oprawców w kozi róg. Myślał o podwójnych kłopotach, bo nagle było nas dwóch. Stworzyliśmy nasz straszny wizerunek, po to by w końcu przestali, ale zmierzam do tego, że Luke ich krzywdził i zrezygnowałem. Po tym Luke mnie znienawidził - zakończył Jai. Przysięgam, że w tej chwili moja szczęka gdyby mogła to opadłaby aż do ziemi.
- Co masz na myśli z tym, że Luke ich krzywdził ? - zapytałam, nie do końca chcąc wiedzieć.
- Chwytał ich i torturował do momentu, aż nie pomyślał, że będą wystarczająco dobrzy, by ich wypuścić. Nie czuję się zbyt komfortowo brnąc przez te okropne rzeczy. - Odpowiedział poruszony Jai.
- Przepraszam panie Brooks. Nie chciałam by tak się stało.
Potrząsnął głową, łagodnie się uśmiechając. 
- Nie przepraszaj i proszę mów mi Jai - pokiwałam głową w odpowiedzi. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. - Violet, uważaj na Luke'a. - Ostrzegł mnie Jai, podnosząc głowę.
- Co masz na myśli ? - zapytałam zdezorientowana. - Luke nie może mnie skrzywdzić, jest tu pełno strażników.
Jai potrząsnął głową i przybliżył się do mnie, tak że dzieliło nas zaledwie parę centymetrów. 
- Dostał się do twojej głowy Violet - moje usta nieco się otworzyły, kiedy wstał i ruszył do drzwi i je otworzył. Jednak zatrzymał się w wejściu. - I wierz mi, jeśli raz się do niej dostał to już nigdy z niej nie wyjdzie - powiedział Jai i wyszedł. Poczułam ciarki w dole kręgosłupa. Moje ciało zaczęło się trząść, kiedy usłyszałam za mną głos. 
Jestem już w Twojej głowie ?
- Odejdź - szepnęłam do siebie.
Oh, ale kochanie, to dopiero początek. 
- ODEJDŹ ! - krzyknęłam, waląc ręką o biurko.
- Um, powinienem przyjść później ? - podniosłam wzrok, patrząc na Jacka, który stał oparty o drzwi. 
Nieco zawstydzona, przez to że słyszał jak krzyczę do siebie słabo się do niego uśmiechnęłam.
- Wejdź, proszę. - Otworzył szerzej drzwi, ukazując Beau, nie było Luke'a.
Prawie zapomniałam, że dzisiaj miałam sesję z Lukiem i Beau, ale chciałabym wiedzieć gdzie jest Luke.
- Witaj Beau - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. Uśmiechnął się marnie i usiadł na miejscu, na którym parę minut temu siedział Jai.
- Miałaś towarzystwo - powiedział Beau, przerywając ciszę. Spojrzałam na niego zdezorientowana, dziwiąc się skąd to wiedział. Może zobaczył Jai'a na korytarzu ?
- Skąd to wiesz ? - zapytałam, co sprawiło, że Beau wzruszył ramionami. 
- Wiem wiele rzeczy - uśmiechnął się złośliwie.
- Um, gdzie jest LLuke ? - zapytałam, lekko się jąkając co znaczyło, że jestem zdenerwowana i gdyby wyszło to na światło dziennie to Luke pewnie zacząłby ze mnie drwić.
- Cierpi w swoim pokoju - zakpił. Moje usta uformowały się w "o". - Ale przecież to wiesz. 
- Nie rozumiem o co ci chodzi - potrząsnęłam głową skołowana.
- Proszę Cię, jesteś jedyną osobą, która pozwoliła im mu to zrobić - powiedział ze złością w głosie.
- Beau, obiecuję, że nie miałam po...
- NIE WIERZĘ CI ! - krzyknął, zamykając oczy. Miałam już wezwać James'a na wypadek, gdyby Beau całkowicie stracił kontrolę, ale otworzył oczy i spojrzał na mnie, a pioruny ciskały z jego oczu. - Wiedziałaś, że go skrzywdzą.
- Beau - zaczęłam, ale ponownie mi przerwał.
- Obiecałaś mi, że wszystko będzie z nim w porządku, a teraz jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie. - Powiedział poważnie, przybliżając swoją twarz do mojej.
- On nie jest w niebezpieczeństwie, mamy tutaj wysokie środki bezpieczeństwa - zapewniłam go.
- Wysokie środki bezpieczeństwa - zaśmiał się. - Niebezpieczeństwo jest właśnie teraz w budynku i przechadza się po korytarzach. 
- O czym ty mówisz ? - zapytałam, ale przerwał mi Jack, który wszedł do pomieszczenia.
- Chodź Beau, czas na lunch. - Powiedział, chwytając Beau za ramię.
- Oh Jack, czy możesz dać nam jeszcze minutę ? - Prawie błagałam, chcą wiedzieć czego obawiają się Luke i Beau.
- Nie, myślę, że skończyliśmy. - Powiedział Beau, odwracając się. Jack spojrzał na mnie przepraszająco i wyprowadził Beau. Spojrzałam w dół sfrustrowana, a w moich myślach było mnóstwo pytań, na które tylko w połowie miałam odpowiedzi.
- Oh, i Violet - usłyszałam głos Beau, który sprawił że spojrzałam z powrotem na drzwi.
- Tak ? - zapytałam mając nadzieję, że mi powie.
- Uważaj na to z kim rozmawiasz i komu ufasz, bo na końcu mogą okazać się tymi najbardziej złymi. - Szepnął i wyszedł.
I po tych słowach byłam przerażona bardziej niż kiedykolwiek.
*JAI*
- Co ty tutaj robisz ? - prychnął Luke, kiedy usiadłem w jego małej celi.
- Jestem tu by pomóc mojemu kochanemu bratu - zakpiłem zadowolony z siebie. 
- A co jeśli ci powiem, że jesteś pierdolonym kłamcą ? - zadrwił z drżącymi rękami. 
- Wiesz Luke, zawsze byłeś tym z niepohamowanym temperamentem. Kluczem do bycia tak złośliwym jest nie tracenie swojego charakterku za szybko. Może to dlatego ty i ten popapraniec, którego nazywamy naszym bratem tutaj jesteście. - Odpowiedziałem. Wziąłem małą tenisową piłkę ze stolika, który stał za łóżkiem; i rzuciłem ją przez pokój chcąc zobaczyć, coś za nim. 
Ciekawy jak zawsze, stanąłem za Lukiem. Moje oczy się rozszerzyły, gdy zobaczyłem ogromne rozcięcia na jego plecach, co niektóry były zszyte, co niektóre nie.
- Już ukarany, a to dopiero twój drugi dzień, dobra robota. - Zdławiłem chichot, pełen podziwu pracy, jaką ktoś wykonał, by tak go skrzywdzić.
- Czego chcesz ? - zapytał, patrząc na mnie złośliwie.
- Tak jak powiedziałem, chcę ci pomóc - odpowiedziałem. Przyglądał się mojej twarzy i spuścił wzrok.
- Proszę cię, ty tylko chcesz pomóc sobie - potrząsnął głową.
Przekładając piłkę z ręki do ręki, uklęknąłem przed nim.
- Możliwe, ale mam jedną rzecz, której ty nie masz.
- I niby co to takiego ? - zapytał sarkastycznie.
Uśmiechnąłem się do siebie, patrząc w jego martwe oczy.
- Mam wolność. 
*VIOLET*
- Jestem - zawołałam, gdy weszłam do domu. Słyszałam gromadkę chłopców rozmawiających o piłce nożnej. Zastanawiając się kto mógł być w moim mieszkaniu, poszłam do salonu i znalazłam w nim Harry'ego i czwórkę innych chłopców siedzących i śmiejących się.
- Oh Violet, wróciłaś ! - uśmiechnął się Harry.
- Tak, wróciłam. A kim są ci chłopcy ? - zapytałam.
- To są moi dobrzy przyjaciele, przedstawcie się. 
- Jestem Niall Horan - niebieskooki blondyn podniósł rękę. 
- Czy to irlandzki akcent ? - zapytałam, ściskając jego dłoń.
- Zgadza się - zachichotał.
- Louis Tomlinson - powiedział chłopak z jasno brązowymi włosami i niebieskimi oczami. Miał taki niespotykany głos, że chciało mi się śmiać.
- Violet - pokiwałam głową, kiedy cmoknął moją dłoń.
- Jestem Liam, Liam Payne - uśmiechnął się do mnie chłopak z jasno brązowymi włosami.
- Miło cię poznać - odwzajemniłam uśmiech, potrząsając jego ręką. Zauważyłam, że chłopak z ciemnymi włosami, nadal siedział tyłem. Chcąc wiedzieć, kim on był czekałam cierpliwie, aż się odwróci.
Kiedy się odwrócił, zakryłam usta ręką zszokowana. - Zzayn ? - zająknęłam się.
- Powiedziałem ci, że do ciebie wrócę - uśmiechnął się.
- O mój boże ! - pisnęłam i rzuciłam się w jego ramiona. Cicho się zaśmiał, owijając umięśnione ramiona wokół mojego drobnego ciała, mocno mnie przytulając. 
- Co u Ciebie ? - zapytał mnie tym swoim seksownym akcentem.
- Dobrze, a u ciebie ?
- Też dobrze.
- Tęskniłam za tobą – wyznałam.
- Ja też tęskniłem.

- Co tu wszyscy robicie chłopcy ? - zapytałam, kiedy wszyscy siedzieliśmy na kanapie, pijąc herbatę. 
- Harry powiedział nam, że znalazł swoją zaginioną siostrę, więc zdecydowaliśmy, że przyjedziemy tu na wakacje, a Zayn chciał cię zobaczyć. - Uśmiechnął się Niall.
- Powiedz nam Violet, kim jesteś z zawodu ? - zapytał Liam.
- Jestem psychiatrą w ośrodku dla obłąkanych morderców - powiedziałam, biorąc łyka ciepłej herbaty.
- Brzmi ekscytująco - powiedział Louis.
- Robi się późno, więc najlepiej by było, gdybyśmy poszukali hotelu, w którym możemy się zatrzymać. - Powiedział Liam, wstając i klaszcząc w dłonie. Niall, Louis i Zayn zrobili to samo. 
- Jeśli chcecie to dzisiaj możecie się tu zatrzymać. Jest już trochę ciemno. - Zaproponowałam, nawet nie myśląc nad tym co mówię. Nawet nie zapraszałam tutaj znajomych, a co dopiero obcych facetów z Anglii.
- Jesteś pewna, że jest tu wystarczająco miejsca ? - zapytał Louis.
- Zdecydowanie tak. Mam trzy materace i ktoś może spać na kanapie. - Uśmiechnęłam się, wyciągając z szafy materace i małą pompkę.
- Cóż, ja jestem za - zaśmiał się Niall, chwycił pompkę i zaczął pompować materac. 
- Dziękuję Violet, to naprawdę wiele dla nas znaczy - uśmiechnął się Liam.
- Nie było innego wyjścia - odpowiedziałam wychodząc po koce. Po krótkim czasie wróciłam do chłopaków; dałam im poduszki i koce. Zauważyłam, że Zayn zdecydował się na spanie na kanapie w salonie, a Louis, Niall i Liam będą spać na materacach w pokoju Harry'ego. Wiedząc, że jutro muszę iść do pracy, życzyłam każdemu dobrej nocy i poszłam do swojego pokoju.
Jak zawsze umyłam twarz, ubrałam koszulę nocną i wskoczyłam do mojego dużego łóżka. Kiedy byłam w domu dziecka, zawsze pragnęłam mieć swój własny pokój i wielkie łóżko.
Kiedy starałam się zasnąć, usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zapaliłam lampkę, usiadłam na łóżku i zawołałam "proszę". Drzwi powoli się otworzyły, ukazując w nich uśmiechniętego Zayna w bokserkach i t-shirt'cie. 
- Mogę wejść ? - szepnął, nie chcąc obudzić reszty. Mój dom nie był aż tak duży i wszystko można było łatwo usłyszeć.
- Jasne - pokiwałam głową, patrząc jak zamyka drzwi. Zadrżał przez podmuch wiatru z okna, więc zaproponowałam mu wejście pod moją ogrzaną kołdrę.
- Pamiętam jak tak robiliśmy kiedy byliśmy dziećmi - powiedział, przyciągając mnie bliżej siebie.
- Mhm - wymamrotałam, starając się nie zasnąć. To był ciężki dzień.
- O czym myślisz ? - szepnął, patrząc na sufit i kreśląc różne kształty palcami na mojej nagiej skórze.
Zamknij okno.
Moje oczy powędrowały na lustro wiszące na ścianie, było w nim widać czyjeś stopy. Spojrzałam jeszcze raz i teraz odbijało się w nim okno. Szybko wstałam i zamknęłam okno, po czym wróciłam z powrotem do łóżka, w którym leżał Zayn całkowicie zdezorientowany.
- Było mi zimno - uśmiechnęłam się zmieszana.
- Oh - cicho się zaśmiał i mnie przytulił.
Jestem teraz w Twojej głowie ? 
Objęłam Zayna mocniej i zamknęłam oczy, kiedy głos w mojej głowie nie przestawał mnie zadręczać. 
- Wszystko w porządku ? - zapytał Zayn z troską. Ponownie spojrzałam na lustro i ujrzałam na nim ciemno czerwony napis, który ściekał po szkle. Wyglądał prawie jak krew.
Ta mała świnka poszła do sklepu, ta mała świnka została w domu, ta mała świnka jest obrzydliwa, ta mała świnka nie miała nikogo i ta mała świnka krzyczała przez całą drogę wracając tam gdzie jej miejsce, do Ravensthorpe.
Czy już Cię przerażam ? 
Zamknęłam oczy, a po chwili je otworzyłam. Napisy zniknęły, a Zayn patrzył na mnie zaniepokojony.
- Violet ?
- Nic mi nie jest - odpowiedziałam, patrząc na otwarte okno. - Zayn, otworzyłeś okno ?
- Przez cały czas byłem obok ciebie - potrząsnął głową. Oboje ze strachem patrzyliśmy na okno.
Śpij dobrze, nie pozwól by Lukey Cię pogryzł.


omg powiem wam szczerze, że miałam ciarki jak to tłumaczyłam :o może dlatego, że ogólnie jestem strachliwą osobą (nie pytajcie czemu wybrałam sobie do tłumaczenia Insanity :)) Końcówka chyba najlepsza, ogólnie te głosy w jej głowie... No ale nie powiem, że chciałabym widzieć Lukeya i Violet razem :O Koniec gadania. Jak wam się podoba rozdział ? :) + autorka pod tym rozdziałem napisała, że ten ff nie będzie kręcił się wokół 1D, ona tylko potrzebowała postaci, tak więc często się nie będą pojawiać, może tylko Zayn i Harry, a tak to nie zapominajmy, że jest to opowiadanie o Janoskians. Tyle, dziękuję za każdy komentarz, kocham czytać jakie emocje wywiera na was ta historia x 15 komentarzy = kolejny rozdział. (wiem, jestem zła, ale widzę ile osób to czyta i dacie rade) Ilysm <3 

17 komentarzy:

  1. Matko, ja się boję!! To jest lepsze niż Paranormal Activity xD
    Czekam na na następny rozdział xx @craaazymofooss

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg omg omg
    Ten rozdział jest bdlsndxlnlndsns
    Lekko straszny ((też jestem strachliwą osobą, ale i tak będę to czytać haha))
    Tyle pytań a tak mało odpowiedzi
    Jai jest ten dobry czy ten zły?
    O co chodziło Beau?
    O co chodziło Jai'owi?
    To na serio głos Luke'a jest w głowie Vi?
    A może to jednak głos Jai'a?
    Jai się wydawał podejrzany...
    Omg czekam na następny rozdział
    Dodjxzpjwskhxc
    @luuuvmycalum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wygrałaś życie tym komentarzem :P kocham Cię za to x

      Usuń
  3. jezu, pod koniec mi tak serce biło że maskara
    hahaah uwielbiam to ff

    OdpowiedzUsuń
  4. KOCHAM TO SDFGHUJY BOZE SDFGFGFDSXDFGHJKHG

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tylko jedno do powiedzenia...
    To jest zajebiste i omg...
    Końcówka>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

    @OwhMyStyles
    +Tak, jak zawsze kreatywny komentarz XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko, ta końcówka asdfghjkl Kocham Cię normalnie za to że to tłumaczysz haha ♥ Czekam na następny rozdział *,* ~@KissesForMonika

    OdpowiedzUsuń
  7. JEZU KOŃCÓWKA!
    NIE ZASNE!
    GDY TO CZYTAŁAM TO NORMALNIE SRAŁAM ZE STRACHU HAHA
    JEZU LUKE POTRAFI WCHODZIĆ DO GŁOWY XD (DZIWNIE TO BRZMI) FHKJGWHFHQFHEKJGQWHK JARAM SIĘ CZEKAM NA NEXT

    OdpowiedzUsuń
  8. już sie nie moge doczekać następnego jeju

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie umiem pisać komentarzy ale czasem trzeba xd
    Omg to ff
    Omg ten rozdział
    Omg co się dzieje
    Jak to pogryźć?
    Omg, jak to?
    Też jestem dość strachliwa i teraz jeszcze jestem sama w domu... świetnie...
    Będziesz mnie informować o nowych rozdziałach? ;)
    @kostka22

    OdpowiedzUsuń

  10. Robi się coraz ciekawiej, uhuhu,kocham cię za to,że to tłumaczysz x

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne! Też jestem dosyć strachliwa a to, że czytam to akurat teraz jak jest ciemno przeraża mnie jeszcze bardziej. Jak ja teraz zasnę?

    Kocham Cię za to tłumaczenie. xx

    OdpowiedzUsuń
  12. asdfghkl supe opowiadanie! Zastanawia mnie tylko, który bliźniak jest 'dobry', a który 'zły'...
    Nie mogę doczekać kolejnego rozdziału c:


    Mogłabym być informowana o rozdziałach na twitterze? Mój username to @monkaloves1D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobra, dobra. nie będę czepiać się tła historycznego, chociaż zastanawia mnie, czy autorka coś na ten temat czytała. ale nieważne. zajmę się treścią (jestem humanem, analizy i interpretacje to mój żywioł, przepraszam wszystkich którzy to czytają, bo was pewnie zanudzę xD)
    Violet zaczyna słyszeć głosy dopiero po wizycie Jaia. Jai jest "miły", ale nie chce powiedzieć jej wszystkiego, bo co? DlaLuke'a jest wręcz chamski i prowokuje go. no i śmieje się z lukeya. dziwne.
    beau jest bipolarny trochę, bo wcześniej był spokojny a teraz drze morde i oskarża ją o to, że to przez nią luke został pobity. serio popapraniec, chociaż ma trochę racji. a luke to luke, trudny do rozpracowania. alr według mnie to jai jest tymi głosami w głowie violet. I pewnie to jai jest mordercą i ich wrobił. i teraz też morduje, bo jest kolejne morderstwo, a luke i beau są przecież zamknięci.
    ale minfuck akkdjfkska
    najlepsze opowiadanie (na pewno po polsku) jakie czytałam yay
    dzięki ci bardzo, że to tlumaczysz <3

    Pozdr xx
    Ivy (@janosjokes)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o mój boże ... cholera, dziewczyno, wiesz, że kocham Cię za ten komentarz ? To już wiesz :P kocham czytać takie komentarze, bardzo mi się wtedy miło robi, choć tylko tłumaczę :) x

      Usuń
  14. jezuuuu zajebisre *-*

    OdpowiedzUsuń