środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 8 Część II

*VIOLET*
- Muszę się teraz zobaczyć z Lukiem, Ashtonem i Michaelem - powiedziałam do James'a, kiedy wyszłam z pokoju Caluma i pośpiesznie ruszyłam przed siebie.
- Violet, proszę uspokój się - odpowiedział James, przyśpieszając by być na równi ze mną. Kiedy tylko przeszłam przez drzwi, pacjenci zaczęli krzyczeć do mnie różne rzeczy, sprawiając że jeszcze bardziej podniosły się moje emocje. Chciałam do nich odkrzyknąć, by się zamknęli, ale wiedziałam że to pogorszyłoby sytuacje.
Kiedy dotarłam do pokoju Michaela, mocno walnęłam w drzwi, wołając jego imię. Otworzył drzwi, a w nich ukazali się również Luke i Ashton. Świetnie. Zrobię to za jednym zamachem.
- Violet ? - zapytał Ashton.
- Co jest ? - Dodał Michael.
- W porządku ? - zapytał mnie Luke.
- Nie - potrząsnęłam głową i upadłam na ziemię, a łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Michael natychmiast, wziął mnie w swoje ramiona i posadził na swoim łóżku.
- Co się dzieje ? - zapytał, a trójka chłopaków i James stało w drzwiach.
- Chodzi o Ccaluma - zająknęłam się, nie mogąc nawet wypowiedzieć jego imienia.
- Co z nim ? - zapytał Luke, który zaczynał panikować.
- On oodszedł - zająknęłam się.
- Co ? - zapytał Ashton.
- ON SIĘ ZABIŁ ASHTON, ON ODSZEDŁ, ODSZEDŁ ! - krzyknęłam, pozwalając by moje emocje dały upust. 
- Nie, nie mmógł - odezwał się Michael, a jego głos się łamał. Luke płakał, a Ashton był na skraju wytrzymałości. 
- Ale dlaczego ? - zapłakał Luke.
- Nie wiem - potrząsnęłam głową. - Tak mi przykro Luke - przytuliłam Luke'a, który płakał w moim uścisku. Było mi tak przykro z jego powodu, ma dopiero siedemnaście lat i musi się pogodzić ze śmiercią najlepszego przyjaciela. 
Przez następne pół godziny siedzieliśmy płacząc, przytulając się i zastanawiając się dlaczego Calum to zrobił.
- Chodź Violet, muszę z tobą porozmawiać w cztery oczy i coś ci dać - powiedział Ashton przerywając ciszę. Chwycił mnie za dłoń, pomagając wstać z łóżka Michaela. 
- Przykro mi chłopaki - szepnęłam i spojrzałam na Michaela i Luke'a. Wyszłam z pokoju i skierowaliśmy się do mojego biura. 
Ten dzień nie może być jeszcze gorszy.
Kiedy byliśmy blisko mojego gabinetu i minęliśmy pokój Caluma, załamałam się, kiedy zobaczyłam pielęgniarki zabierające jego ciało, które było przykryte kocem. Ashton chwycił i ścisnął moją dłoń, pokazując mi tym samym, że jest tutaj, przy mnie. 
Po paru minutach gapienia się w pokój Caluma, Ashton pociągnął mnie do mojego biura. Usiedliśmy na krzesłach, a ja czekałam aż Ashton mi wyjaśni o co chodzi. Wyciągnął mały pamiętnik i położył go na biurku.
- Otwórz to, chciał byś go przeczytała - Ashton posłał mi delikatny uśmiech, kiedy patrzyłam na mały pamiętnik przede mną. Był oprawiony w czarną okładkę. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam notes. 
13/02/52
Drogi pamiętniku,
To znowu się stało. Myślałem, że wszystko się polepsza, ale tak nie jest. Głosy powróciły i nie wiem jak je zatrzymać.
Spotkałem dzisiaj dziewczynę, która ma na imię Violet. Ma śliczny uśmiech, który potrafi rozświetlić cały pokój i zielone oczy, które błyszczą niczym perły. Poczułem falę ciepła, kiedy po raz pierwszy się odezwała. Oczywiście jak to ja, byłem nieśmiały i niezdarny będąc w jej pobliżu. Myślę, że lubi mnie jako przyjaciela.
Ale dość o Violet, nie wiem co robić. Odchodzą (głosy) ale za każdym razem kiedy Violet się do mnie odzywa, one wracają. Mimo to, przestają się odzywać, kiedy jest blisko, więc to chyba dobrze.
Albo jest przyczyną, dla którego się pojawiają ?
- Calum.
Czytając poczułam się rozdarta, a łzy spadały na strony pamiętnika.
17/2/54
Drogi pamiętniku, 
Napisałem dzisiaj piosenkę. Są to moje myśli. 

When the days are cold

And the cards all fold
And the saints we see
Are all made of gold

When your dreams all fail
And the ones we hail
Are the worst of all
And the blood's run stale

I wanna hide the truth
I wanna shelter you
But with the beast inside
There's nowhere we can hide

No matter what we breed
We still are made of greed
This is my kingdom come
This is my kingdom come

When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide

When the curtain's call
Is the last of all
When the lights fade out
All the sinners crawl

So they dug your grave
And the masquerade
Will come calling out
At the mess you made

Don't wanna let you down
But I am hell bound
Though this is all for you
Don't wanna hide the truth

No matter what we breed
We still are made of greed
This is my kingdom come
This is my kingdom come

When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide

They say it's what you make
I say it's up to fate
It's woven in my soul
I need to let you go

Your eyes, they shine so bright
I wanna save their light
I can't escape this now
Unless you show me how

When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide

Nie wiem co powiedzieć.
- Calum. 
- Violet, on miał problemy, ale nie wiedzieliśmy jak mu pomóc. - W końcu odezwał się Ashton, kiedy spojrzałam, nie będąc zdolna czytać dalej. Calum był taki cichy, ledwo co go poznałam, a teraz już go nie ma. 
- Nigdy tego nie zauważyłam - wyszeptałam, a łzy spływały po mojej twarzy. 
- Nikt tego nie zauważył - przyznał Ashton. Podszedł do mnie i przytulił, a ja nieśmiało przyległam do niego. Kto by pomyślał, że kiedyś będę przytulana przez psychicznie chorego pacjenta.
Po paru minutach płakania w ramionach Ashtona, odsunęłam się od niego. 
- Violet, przeczytaj ostatni wpis.
- Nie chcę - potrząsnęłam głową, płacząc. Wiem, że ostatni wpis będzie o Caluma samobójstwie. 
- Proszę, on by tego chciała - prawie mnie błagał. Powoli chwyciłam pamiętnik i otworzyłam na ostatniej stronie.
21/2/54
Drogi pamiętniku i Violet,
Dzisiaj jest dzień, w którym poświęcę się dla osoby którą kocham. Violet, wiem że możesz tego nie zrozumieć czemu to zrobiłem, ale tutaj jest wyjaśnienie. 
Mój symbol na nadgarstku to pentagram, ale jestem pewien, że to wiesz. Kiedy pokazałaś mi, że go masz, zrozumiałem, dlaczego słyszałem głosy, dlaczego ty też je słyszałaś, dlaczego dziwne rzeczy przydarzają się Tobie i mnie i dlaczego mój pentagram zaczyna mnie parzyć, kiedy Cię widzę.
Ja Ci to dałem.
Ja Ci dałem te demony.
Myślałem, że się od nich uwolniłem, ale oczywiście tylko tak przypuszczałem. Jest mi tak przykro.
Ale po kolei. Ktoś może uwolnić się od demonów, kiedy nosiciel umrze. Ja jestem nosicielem. Muszę to zrobić dla ciebie, byś mogła prowadzić długie, szczęśliwe życie. 
Zapamiętaj mnie jako osobę, która cię kochała, choć nawet nie umiała się do tego przyznać. Kocham Cię Violet i zawsze będ.
Wierzyłem i wciąż wierzę, że będąc z tobą wszystko szło w jak najlepszym kierunku, ale inne rzeczy były zaplanowane dla mnie.

Proszę, nie bądź smutna, bądź szczęśliwa, gdyż teraz możesz żyć bez tego. Zrobiłem to dla Ciebie Violet, bądź szczęśliwa.
Bardzo Cię kocham ale muszę to zrobić. Jestem zmęczony walczeniem z tym.
Miłości moja - Cal.
- On zrobił to dla mnie - szepnęłam i spojrzałam w dół na mały pentagram na moim nadgarstku, od którego myślałam, że się nie uwolnię.
- Wiem, przeczytałem to wcześniej. - Odpowiedział Ashton smutno na mnie patrząc.
- On zrobił to dla mnie - zapłakałam.
- Zrobił to dla was obojga - powiedział, przyciągając mnie bliżej siebie. 
- Czy wszystko to co napisał jest na serio i miał to na myśli ? - zapytałam Ashtona, uważnie się mu przyglądając.
- Ty mi powiedz - odpowiedział.
- Chodź Ashton, czas na lunch - przerwał nam jego ochroniarz - Nathan. 
- Zobaczymy się wkrótce Violet, proszę bądź szczęśliwa - uśmiechnął się delikatnie i wyszedł, zostawiając mnie samą z moimi myślami i pogrążoną w smutku.
*LUKE*
- Słyszałeś ? - zapytał mnie cicho Beau, kiedy siedzieliśmy przy stoliku z nieruszonym jedzeniem.
- Co ? - zapytałem, potrząsając głową zmieszany.
- Calum popełnił samobójstwo - szepnął Beau, rozglądając się dookoła czy nikt nas nie podsłuchuje.
- Co ? Dlaczego ? - natychmiast zapytałem, myśląc o Violet i jak ona teraz się czuje.
- Myślał, że był tym który dał to Violet - odpowiedział.
- Ja pierdole - splunąłem.
- Porozmawiaj z nią - powiedział Beau, spoglądając na drzwi. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem jak Violet wchodzi przez drzwi. Jej długie włosy były ułożone po prawej stronie i zasłaniały jej twarz, a jej oczy były przekrwione. Mogłem stwierdzić, że płakała ponieważ jej naturalnie piękne zielone oczy były teraz nijakie. Nasze spojrzenia się spotkały, ale chwilę potem spojrzała w inną stronę i usiadła sama przy stoliku. 
- Muszę zobaczyć jak się trzyma - powiedziałem do Beau, odwracając się do niego.
- Taa, masz rację - przytaknął. Posłałem mu sztuczny uśmiech i odsunąłem krzesło. Powoli i po cichu podszedłem do Violet. Trzymała się za brzuch jakby miała zaraz zwymiotować. 
Bez słowa usiadłem na przeciwko niej. Podniosła głowę i delikatnie się uśmiechnęła nic nie mówiąc.
- Cześć Violet - powiedziałem łagodnie, nie chcąc jej przestraszyć.
- Hhej - próbowała powiedzieć obojętnie, ale jej się to nie udało. Zmieniłem miejsce i usiadłem obok niej, chcąc by poczuła się lepiej, przez to co stało się z Calumem. Nie było sensu czekać z tą rozmową. 
Podniosłem rękę i delikatnie potarłem jej ramię. 
- Słyszałem o Calumie, mam nadzieję, że wszystko z tobą okey. 
- Nic mi nie jest - powiedziała zdecydowanie.
- Viol...
- Luke, powiedziałam że nic mi nie jest. Nie chcę o tym rozmawiać - przerwała mi, mówiąć srogo.
Westchnąłem i grzecznie pokiwałem głową.
- Okey. Ja tylko chcę byś wiedziała, że jestem tutaj.
- Wiem - przytaknęła. I wtedy nastała niezręczna cisza. A żadno z nas nie wiedziało co powiedzieć lub jak się zachować.
- Mamy dzisiaj sesję ? - zapytałem, nawiązując rozmowę. 
- Nie - potrząsnęła głową. - Muszę iść do domu, do mojego brata.
- Oh okey - odpowiedziałem. - W porządku.
- Przepraszam Luke. Jutro będziemy mieli sesję.
- Okey, do później Violet - sztucznie się uśmiechnąłem. Wiedziałem, że w środku cierpiała, ale nie mogłem nic z tym zrobić.
Albo mogłem ?

- Luke, masz gościa - powiedziała moja nowa pielęgniarka Jess, kiedy otworzyła drzwi mojej celi. Z ciekawością podniosłem wzrok, ale szybko go spuściłem, kiedy zobaczyłem Jai'a.
- Cześć bracie - Jai zlowieszczo się uśmiechnął i z dumą wszedł do środka, a następnie usiadł na krześle na przeciwko mojego biurka.
- Czego chcesz ? - zapytałem prymitywnie. Naprawdę nie mam kurwa zamiaru znowu słuchać tych jego gównianych gadek.
- Tylko odwiedzam mojego ulubionego brata - wzruszył ramionami.
- Odwiedziłeś już Beau ? - zapytałem go, a on pokiwał głową.
- Był szczęśliwy na mój widok - uśmiechnął się Jai.
- Jakoś kurewsko ciężko mi w to uwierzyć - zadrwiłem, przewracając oczami.
- Właściwie to wiem - zaśmiał się. Zauważyłem jak jego ramie jest pokryte nowym tatuażem. 
- Nowy tatuaż ? - zapytałem.
- Aw zauważyłeś ! - odpwiedział uradownay. - Zrobiłem go wczoraj. Przypomina nas - trzech braci - powiedział, wskazując na trzy korony na jego ramieniu.
- Po chuja w ogóle je sobie zrobiłeś ? Nienawidzisz nas i to dlatego do kurwy nędzy my tutaj siedziemy, a ty nie - powiedziałem wściekły.
- Czuję się urażony. Gdybym was nienawidził to nie wmieszałbym was w mój plan - powiedział, kładąc rękę na sercu. - Tak na marginesie, za tydzień będę pieprzył się z Violet.
- Ty jesteś kurwa chory - splunąłem, piorunując go wzrokiem.
- Aw czy ktoś tu czasem nie zabujał się w małej pannie Violet ? - Droczył się ze mną, tracąc moje ramię.
- Odpierdol się - powiedziałem ostro.
- No dobra, skoro chcesz to zrobić w trudniejszy sposób - wzruszył ramionami Jai, wychodząc.
- O co...
- POMOCY ! ON CHCIAŁ MNIE UDERZYĆ ! - zaczął krzyczeć Jai. - POMOCY ! ON MNIE UDERZYŁ ! 
Chwilę potem trzech ochroniarzy przybiegło do celi.
- Co się stało ? - zapytał jeden z nich.
- On mnie uderzył ! Spójrz, mam sinika. On jest szalony. SZALONY ! - zaczął krzyczeć Jai, wskazując na wielkiego siniaka, którego wcześniej nie zauważyłem.
- NIE ZROBIŁEM TEGO ! - ryknąłem rozwścieczony i ruszyłem w jego kierunku, ale dwóch ochroniarzy natychmiast mnie pochwyciło. Sekundę później poczułem ukłucie w szyję i powoli pogrążałem się w ciemności.
Nienawidzę Cię Jai, kurewsko cię nienawidzę.

Naprawdę oklaski dla mnie, bo nie spodziewałam się, że dzisiaj dodam ten rozdział. Naprawdę. OMG co tu się dzieję ? jnjwjdnejnfe co stanie się z Lukiem ? No i te plany Jai'a... Jak wasze wrażenia ? Mam nadzieję, że jesteście zachwyceni czy coś. Liczę na komentarze. One naprawdę są ważne. Za niedługo postaram się, by to ff miało więcej czytelników, bo coś spadło na popularności. No i bardzo dziękuję za 3K wejść, jesteście niesamowici :') Jestem do tyły z paroma tłumaczeniami, ale postaram się by za tydzień ten rozdział jednak był. Ilysm x 

Blog Zawieszony

Postarm się coś wykombinować, ale nic nie obiecuję... 

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 8 Część I

*VIOLET*
- Więc on po prostu zamarł i nie mógł wypowiedzieć ani słowa ? - zapytał mnie Ashton, kiedy  on, Luke, Michael i ja siedzieliśmy w małym pokoju dla pielęgniarek w oddziale B.
- Tak - przytaknęłam, wciąż przestraszona tym co zobaczyłam. Mój nadgarstek zaczął palić, a na ramieniu utworzyła się mała blizna. Nie wiem co się dzieje, ale jestem przerażona. - On upadł i nie mógł się obudzić.
- Mam nadzieję, że wszystko z nim okey - mruknął Michael, patrząc w ziemię z zaciśniętymi pięściami.
- Panno Styles ? - usłyszałam głos pielęgniarki Lottie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Caluma, który wyszedł ze środka z delikatnem uśmiechem na twarzy.
- Calum - uśmiechnął się Luke. Natychmiast się podniosłam i podeszłam do Caluma.
- Hej Cal, jak się czujesz ? - zapytałam, patrząc w jego brązowe oczy.
Przez chwilę patrzył w moje oczy, a następnie uśmiechnął się.
- Dobrze.
- Obiecaj mi, że już nigdy nie wywiniesz takiego numeru i mnie nie zostawisz, tak się bałam.
- Obiecuję - szepnął. 
*LUKE*
- Słyszałeś o Calumie ? - zapytał mnie Beau, kiedy siedzieliśmy przy stoliku. 
Powoli pokiwałem głową. 
- To on zaraził Violet.
- Skąd to wiesz ? - zapytał zdezorientowany.
- Widziałem bliznę na jej nadgarstku, a dodatkowo wyczułem to kiedy byłem blisko niej - odpowiedziałem, wracając myślami do naszego pocałunku sprzed paru nocy.
- Mamy z nią dzisiaj sesję ? - zapytał, kiedy oboje patrzyliśmy jak Calum, Luke, Ashton i Michael wchodzą do pomieszczenia i siadają przy stoliku. Przez sekundę Calum patrzył się na mnie, a chwilę później odwrócił wzrok zawstydzony.
- Tak. Właściwie to moja zaczyna się za jakieś parę minut - odpowiedziałem, wstając i zdając sobie sprawę, która była godzina. - Do zobaczenia.
- Na razie bracie - pokiwał głową Beau. Wyszedłem z moim nowym ochroniarzem Danielem, który był zupełnie inny. Nie był jak ci wszyscy ochroniarze. Jest fajny i wyrozumiały. Nawet powiedział mi bym nazywał go Skip.
Szliśmy korytarzami tej piekielnej dziury i słyszeliśmy różne krzyki. Muszę przyznać, że czasami sam się bałem. Co niektórzy pacjenci byli cholernie psychiczni.
Kiedy staliśmy przed drzwiami do biura Violet, Daniel zapukał parę razy, oczekując odpowiedzi. Usłyszałem słabe "wejść" i Daniel otworzył przede mną drzwi.
- Cześć Luke - uśmiechnęła się Violet, kiedy na mnie spojrzała.
- Hej - odpowiedziałem i usiadłem na krześle, uważnie przyglądając się jej rysom twarzy.
Spojrzała na papiery, które leżały przed nią, a następnie podniosła wzrok, z powrotem patrząc na mnie.
- Jak się mają sprawy ? 
- Dobrze - odpowiedziałem, chcąc przejść do tematu związanym z jej nadgarstkiem i Calumem. - Słyszałem o Calumie.
- Tak ? Co takiego słyszałeś ? - zapytała, podnosząc brwi. 
- Zemdlał przy tobie i takie tam - wzruszyłem ramionami, patrząc na jej nadgarstek. - A co to jest ? - wskazałem na małą bliznę.
Szybko spojrzała na swoją dłoń i potrząsnęła głową.
- Nnic.
- Przekonujące to było, nie ma co - uśmiech pojawił się na mojej twarzy, a ona krótko się zaśmiała. - A teraz na poważnie Violet, co to jest ? - zapytałem, chwytając jej nadgarstek. Przejechałem palcami po pentagramie, który znajdował się na jej skórze i głośno westchnąłem.
- Nie wiem skąd to się tu wzięło - mruknęła, obserwując moje palce.
- Co masz na myśli ? - zapytałem, patrząc w jej oczy przepełnione strachem.
- Któregoś dnia się obudziłam i to już było - odpowiedziała.
- Myślisz, że skąd to się mogło wziąć ? 
- Nie mam pojęcia - potrząsnęła głową. - Czytałam o tym i dowiedziałam się, że jest to demoniczny symbol. Luke, strasznie się boję. 
- Chyba wiem, kto ci to "dał" - ciężko westchnąłem.
- Kto ? - zapytała, szeroko otwierając oczy.
- Myślę, że to Calum - odpowiedziałem.
- Nie. To nie może być prawdą. On jest dobrą osobą.
- Nie mówię, że nie jest dobrą osobą, on po prostu mnie niepokoi Vi -  powiedziałem, biorąc jej dłonie w swoje, kiedy zauważyłem, że jest przez to trochę zdenerwowana.
- Nie wydaje mi się, by to był on - powiedziała ze łzami w oczach.
- Więc kto mógłby to być ? - zapytałem poważnie. 
- Nie wiem - powiedziała w całkowitej rozsypce.
- Posłuchaj - położyłem dłoń na jej policzku i delikatnie potarłem, by spojrzała w moje oczy - wszystko będzie okey, przejdziemy przez to razem.
- Okey - pokiwała głową niezbyt przekonana.
- Zapomniałem wcześniej zapytać. Przeczytałaś książkę, którą ci dałem ? -  zapytałem, zmieniając temat, kiedy zauważyłem, że jest trochę zestresowana.
- Tak - odpowiedziała. 
- I... ? 
- Po tym jak przeczytałam pierwszą historię, wyszukałam objawów Jai'a i wpadłam na demonologię. Myślę, że ktoś musiał tak jakby w niego wejść, mieć całkowitą kontrolę nad nim - powiedziała.
- Właśnie to psycholog powiedział naszej mamie, ale ona mu nie uwierzyła -  westchnąłem, przypominając sobie tamten okropny dzień. 
- Po tym jak to przeczytałam usłyszałam głosy - dodała Violet.
- Co ci powiedziały ? - zapytałem ciekawy.
- Powiedziały, że chcą miejsca, w którym mogą się zatrzymać, więc zapytałam gdzie ono jest, a one odpowiedziały, że w moim umyśle. Myślałam, że to nic takiego o co można się martwić, ale teraz ewidentnie się obawiam, że to może być prawda - szepnęła. 
- Nie chcę tego mówić Vi - zacząłem - ale teraz myślę tak samo. 
Kiedy Violet miała odpowiedzieć, usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Głośno westchnąłem i przewróciłem oczami, a następnie odwróciłem się, by zobaczyć kto to. 
- Wejść - zawołała Violet. 
Drzwi się otworzyły, ukazując w nich nowego ochroniarza - James'a, który był przybity i walczył ze łzami cisnącymi się w oczach.
*VIOLET*
- Panno Styles, może pani ze mną pójść ? Coś się stało - zapytał mnie James, stojąc w drzwiach.
- Oczywiście - odpowiedziałam, wstając i zostawiając Luke'a z jego ochroniarzem. James poprowadził mnie do pokoju Caluma. Otworzył przede mną drzwi i weszliśmy do środka.
Spojrzałam na łóżku, a na nim leżał Calum. 
- Czemu mnie tu przyprowadziłeś ? - zapytałam zdezorientowana.
- Violet - zaczął - pielęgniarka Lottie znalazła Caluma jakieś dziesięć minut temu, nie oddychał. - Oddychałam z trudem, kiedy patrzyłam w James'a oczy.
- Co ty mówisz ?
- On nie żyje, przykro mi - odpowiedział ze łzami w oczach.
- Co ? nie - parsknęłam. - Calum musi żyć. Radził sobie coraz lepiej - podeszłam do jego łóżka i sprawdziłam puls, ale go nie było. - CALUM ! - krzyknęłam. - PROSZĘ OBUDŹ SIĘ !
- JAK TO SIĘ STAŁO ? - wrzasnęłam na James'a.
- Nie wiemy - odpowiedział. - Violet, musisz się uspokoić.
- NIE MOGĘ ! - wrzasnęła. - ON NIE ŻYJE 
- Przykro mi - szepnął i mocno mnie przytulił. Puścił mnie chwilę potem - Dam ci trochę czasu - powiedział, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
Spojrzałam na spokojne i bezwładne ciało Caluma. Jego oczy były zamknięte, a usta lekko otwarte. Pocałowałam go w usta po raz pierwszy i ostatni. Z powrotem spojrzałam na niego, a łzy spływały po mojej twarzy. - Czemu mnie zostawiłeś Cal ? Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
*CALUM*
- Jesteś pewien, że wszystko będzie okey i chcesz pójść spać ? - zapytała mnie Lottie, kiedy siedziałem na łóżku.
- Tak, dzięki - przytaknąłem, sztucznie się uśmiechając.
- W takim razie dobranoc Calum - powiedziała i wyszła, zostawiając mnie w spokoju. Patrzyłem na sufit, a złe myśli pojawiły się w mojej głowie.
Ona umiera przez Ciebie.
Dobra robota Cal.
Może to ty powinieneś być jedynym, który umrze, nie ona. 
Zabij się.
Zacząłem płakać i pomyślałem o małym nożu, który dał mi Jai. Wyciągnąłem go spod materaca. Chowałem go tam, by żadna z pielęgniarek oraz Violet nie mogły go znaleźć. Violet myślała, że może go ukryć przede mną ale wkrótce odnalazłem go w jej szufladzie.
Spojrzałem na nóż z błyszczącymi oczami od łez i rozciąłem moje udo.Spojrzałem na mały pentagram, który sprawiał, że byłem wściekły i to on wszystko napędzał.
Nawet się nie waż.
Zaśmiałem się do siebie i ucieszony rozejrzałem się po celi. Jeśli to zabiję, wtedy przestanie to zabijać Violet.
- Właśnie, że to zrobię - mruknąłem do siebie, upewniając się, że mnie słyszy.
Zrobisz to, a Twoje życie nie będzie nic warte.
- Właściwie to już teraz moje życie jest nic nie warte - zadrwiłem. - Chętnie oddam moją duszą, poświęcając się dla Violet, bo ją kocham. 
Calum nie.
Przysięgam, że skrzywdzę Ciebie i wszystkie osoby, których kochasz.
- Nie będziesz mógł tego zrobić, kiedy się zabiję - zaśmiałem się złowieszczo i wbiłem nóż w moje serce. Nie mogłem złapać powietrza, a powieki stały się ciężkie. W końcu zakończę ten ból na zawsze, dla nas obojgu - dla mnie i Violet.

- Kocham cię Violet - szepnąłem, kiedy ostatni raz zaczerpnąłem powietrza i zamknąłem oczy, pogrążając się w ciemności. 

:( Stało się, Calum nie żyje. Ja serio nie wiem co mogę napisać, bo przykro mi było tłumacząc ten rozdział, więc zostawię to tak jak jest. Troszkę to nie jasne. Najpierw głosy, mówią mu, że ma się zabić, a później kiedy Calum chce to zrobić, to nagle ma jednak tego nie robić. Może teraz wyszłam na idiotkę czy nie ogara, ale jakby ktoś to ogarnął to mógłby mi to wytłumaczyć w komentarzu - byłoby mi miło :) To ostatni rozdział przed świętami także życzę wam Wesołych świąt, rodzinnej atmosfery i wszystkiego co najlepsze ♥ Sorki, ale serio nie umiem składać życzeń - mam nadzieję, że mi to wybaczycie :) Ja święta spędzam sama, więc jeśli ktokolwiek również jakimś przypadkiem był sam w święta to niech pamięta, że ja będę na tt i jeśli będzie samotny to może do mnie napisać. Druga rzecz to taka, że jest już pierwszy rozdział nowego ff (sorry, że wam tu to promuję czy coś) http://psycho-luke-brooks-tlumaczenie.blogspot.com/ Jeśli ktoś jest zainteresowany to serdecznie zapraszam; jutro nowy rozdział ^^ I kolejna sprawa, to 8 rozdział jest podzielony na II części co widać i dla jasności tak jest w oryginale. Może pojawić się tu choć 18 komentarzy ? Bardzo proszę x ILYSM ♥
PS No i powodzenia na testach - wierzę w Was i trzymam kciuki xx

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 7

Obudziłam się i zobaczyłam Harry'ego, który  pochylał się nade mną i delikatnie potrząsał moim ramieniem, chcąc bym się obudziła. Bolała mnie głowa i pewnie miałam ciemne worki pod oczami.
- Źle spałaś ? - zapytał Harry.
- Coś w tym rodzaju - wymamrotałam, siadając.
- Pomyślałem, że cię obudzę. Jest już siódma trzydzieści. - Odpowiedział, gryząc jabłko.
- Dzięki. Ale nie czuję się najlepiej i chyba zadzwonię do pracy, że nie przyjdę. 
- Chcesz bym zrobił to za ciebie ? 
- Tak, dzięki Harry. 
- W takim razie, połóż się i spróbuj zasnąć Vi. - Uśmiechnął się i wyszedł z mojego pokoju. Położyłam się, kładąc głowę na poduszce i ciężko wzdychając. Czułam się bardzo źle i schorowana, ale nie wiedziałam dlaczego.  
Chwilę później moje plecy zaczęły cholernie piec. Skrzywiłam się z bólu, kiedy spróbowałam się podnieść. Harry wszedł do pokoju i podbiegł do mnie, przytrzymując mnie. 
- Co się dzieje Vi ? 
Rozmazał mi się widok, a głowa zaczęła niemiłosiernie boleć. 
- Moje pplecy - charknęłam i opadłam bezwładna prosto w jego ramiona. Podniósł moją koszulkę i wpatrywał się w mój tył.
- Violet, masz głębokie zadrapania na całych plecach - powiedział Harry, kładąc mnie na łóżku. - Zadzwonię po lekarza.
- Nie - wypuściłam powietrze. - Zadzwoń po Iivy. 
- Jaki jest jej numer ? - zapytał spanikowany.
- Zadzwoń do Ravensthorpe i zapytaj o nią. Powiedz, że to ppilna sprawa - powiedziałam, a on kolejny raz wybiegł z mojego pokoju pozostawiając mnie samą z bólem. 
*Harry*
Wybiegłem z pokoju, robiąc dokładnie to co poleciła mi Violet. Chwyciłem telefon i wróciłem do niej, wykręcając numer do Ravensthorpe.
- Witamy w ośrodku Ravensthorpe. Tu Kate, w czym mogę pomóc ? - usłyszałem kobiecy głos.
- Cześć, muszę porozmawiać z pielęgniarką Ivy, to pilne. - Odpowiedziałem.
- Oczywiście, proszę chwilę zaczekać. - Powiedziała i usłyszałem dziwną muzykę, wyczekując. 
- Tu Ivy - usłyszałem przesłodzony głos w słuchawce.
- Ivy, mówi Harry Styles - brat Violet. Obudziłem Violet, ale ona powiedziała, że czuje się chora, więc chciałem zadzwonić, że nie przyjdzie do pracy, ale kiedy wróciłem ona zwijała  się z bólu. Na plecach ma głębokie zadrapania i prawie straciła przytomność. Co mam robić ? - zapytałem spanikowany. 
- Cholera. Możesz ją tutaj przywieźć ? Zajmę się nią. - Spojrzałem na Violet, była cała spocona, a jej twarz była okropnie blada.
- Nie jestem pewien. Wygląda blado i bardzo się poci - odpowiedziałem, nie wiedząc co zrobić. 
- Musisz ją tu przywieźć Harry - powiedziała surowo Ivy. 
Pokiwałem głową, chwilę potem zdając sobie sprawę, że przecież mnie nie widzi.
- Okey, będę za niedługo. 
- Pośpiesz się ! - powiedziała i rozłączyła się. Rozejrzałem się po pokoju, szukając kluczyków do samochodu, ale Violet najprawdopodobniej nie posiadała samochodu więc muszę przejść do planu B. 
Wezmę ją na ręce i pobiegnę. 
Pośpiesznie sprawdziłem czy wszystko jest pozamykane i podniosłem jej kruche ciało, wychodząc z domu. Ludzie patrzyli na mnie jak na dziwoląga, ale miałem to gdzieś. Musiałem pomóc mojej siostrze. 
Po jakimś czasie, dobiegłem do Ravensthorpe i zobaczyłem kobietę z długimi brązowymi włosami. 
- Harry ! - zawołała i podbiegła do mnie. 
- Ivy, jak mniemam - odpowiedziałem stojąc przed nią z Violet na rękach. Ciężko 
dyszałem - musiałem minąć jakieś trzydzieści budynków by się tu dostać. 
- Wejdź do środka - pośpieszyła mnie. - Muszę się nią zająć. - Pokiwałem głową i poszedłem za nią, przechodząc przez wielką  bramę. Strach mnie obleciał, kiedy tylko wszedłem do środka. Echo niosło krzyki i przekleństwa pacjentów, sprawiając, że się wzdrygnąłem. - Tędy - powiedziała Ivy. Uśmiechnąłem się, patrząc w jej brązowe oczy. Zaprowadziła mnie do małego pomieszczenia. - Połóż ją tutaj - wskazała na łóżko. 
Zrobiłem to co powiedziała i zrobiłem krok w tył, przyglądając się Violet. Nadal się trzęsła. Obserwowałem jak Ivy, bierze do ręki strzykawkę i wbija igłę w ramię Violet. Chwilę potem była słaba i ospała, a tedy zapadła w głęboki sen.
- Co jej podałaś ? - zapytałem. 
- Środek znieczulający. - Odpowiedziała, patrząc na mnie przerażona. - Jeśli będę musiała użyć czegokolwiek, wtedy nic nie poczuje.
- Oh, okey.
- Co się stało po tym jak z nią rozmawiałeś ? 
- Mówiłem ci, chciałem zadzwonić do jej pracy, ale wtedy usłyszałem ją, wróciłem do jej pokoju i była w takim stanie - powiedziałem, wskazując na Violet.
- Hmm - mruknęła, przyglądając się ranom na ciele Violet - To wygląda tak jakby ją ktoś zadrapał. Masz jakiś pomysł, kto mógł to być ?
- Nie - potrząsnąłem głową.
- Okey, więc przemyję jej rany, a kiedy się obudzi, zobaczymy czy choć trochę jej się polepszyło - powiedziała, biorą igłę i szwy. 
- Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym poszedł coś zjeść ? Nie dobrze mi. 
Pokiwała głową, uśmiechając się.
- Idź wzdłuż korytarza, aż nie zauważysz wejścia do stołówki, na pewno go nie przegapisz – pokiwałem głową i wyszedłem z pomieszczenia, idąc w stronę, którą nakazała mi Ivy. Zaburczało mi w brzuchy, kiedy poczułem zapach bekonu, co znaczyło, że byłem na miejscu.
Zobaczyłem dwóch ochroniarzy stojących przy drzwiach, spuściłem wzrok i przeszedłem obok nich. Powoli podniosłem głowę i ujrzałem tuzin pacjentów, którzy rozglądali się po pokoju. Co niektórzy grali w karty, niektórzy rozmawiali ze sobą, inni stali i opierali głowę o ścianę, a jeszcze inni siedzieli sami przy stoliku.
Potrząsnąłem głową i spojrzałem na chłopaka, który patrzył się na mnie; wyglądał na trochę młodszego ode mnie. Miał kręcone, blond włosy i iskrzące się zielone oczy.
- Cześć, jestem Ashton - powiedział, wyciągając swoją dłoń.
Lekko potrząsnąłem jego dłonią i zrobiłem krok w tył. 
- Harry.
- Wyglądasz naprawdę znajomo - powiedział Ashton dając głowę na jeden bok. 
- Tak ? - zapytałem nerwowo. Nie każdego dnia rozmawiam z psychicznymi ludźmi.
- Wyglądasz jak moja terapeutka Violet - odpowiedział. Oh więc, był pacjentem Violet. Teraz ma to sens.
- Oh tak - zdławiłem chichot. - To moja siostra.
- Wspaniale ! Chodź, może usiądziesz z nami ? Nie gryziemy - zaśmiał się, wskazując na stolik, przy którym siedziało trzech chłopaków. 
- Jasne - wzruszyłem ramionami. Ashton wydaje się być całkiem normalny, był taki wesoły. Uśmiechnął się do mnie i usiadł przy stoliku. Po drodze wziąłem talerz z bekonem i grzanką, a następnie usiadłem na wolnym krześle obok Ashtona.
- Chłopaki, to Harry. Brat Violet - przedstawił mnie Ashton.
- Luke - powiedział chłopak z blond włosami i niebieskimi oczami.
- Michael - ten z fioletowo czarnymi włosami uśmiechnął się.
- Calum - wyszeptał chłopak z ciemno brązowymi włosami i czekoladowymi oczami.
- Miło was poznać - lekko się uśmiechnąłem, czując się nieco zakłopotany. Ochroniarze pewnie myśleli sobie coś w stylu: "Co on do cholery robi?"
- Więc czemu tu jesteś ? - zapytał ciekawie Michael.
- Um dzisiejszego poranka Violet źle się czuła, więc zawołałem ją z dołu, ale kiedy wróciłem jej się pogorszyło. Nie wiedziałem co robić i zadzwoniłem do pielęgniarki Ivy, a ona powiedziała mi, abym ją tu przywiózł...
- Wszystko z nią okey ? - wtrącił Calum.
- Taaa - mruknąłem, nie będąc pewien czy rzeczywiście wszystko było okey.
- To dobrze - wymamrotał i spojrzał z powrotem na swoje dłonie.
- Zastanawialiśmy się czemu nie mieliśmy dzisiaj sesji z Violet. Miała nam skombinować jakieś instrumenty - powiedział Luke.
- Grasz ? - zapytałem.
- Tak, na gitarze - przytaknął. - Ashton gra na perkusji, Michael gra na gitarze, a Calum na basie.
- I do tego wszyscy śpiewamy - dodał Michael.
- To naprawdę świetnie. Lubię śpiewać.
- Jesteś dobry ? - zapytał ciekawie Luke.
- Nie wiem - odpowiedziałem szczerze. - Ludzie mówili mi, że jestem, ale jeśli chodzi o mnie to na serio nie mam pojęcia.
- Oh okey - pokiwał głową Luke i zapadła cisza.
Rozglądnąłem się po pomieszczeniu i zobaczyłem dwóch chłopaków; oboje mieli brązowe włosy, ale jeden z nich miał zielone oczy, a drugi ciemno brązowe. Oboje  na mnie spoglądali, więc odwróciłem wzrok, nie chcąc mieć kłopotów. 
Kiedy kontynuowałem rozmowę z chłopakami, poczułem lekkie klepnięcie na moim ramieniu. Odwróciłem się niepewnie i ujrzałem chłopaka z zielonymi oczami. 
- Jestem Beau - uśmiechnął się. 
- Harry - pokiwałem głową zaniepokojony. 
- Ja i mój brat nie mogliśmy pomóc, ale zauważyliśmy, że wyglądasz jak Violet - powiedział.
- Dlatego, że jestem jej bratem - odpowiedziałem.
- Oh to wspaniale ! Słuchaj, musimy ci powiedzieć co się z nią ostatnio dzieje. Czy zauważyłeś, że ostatnio zachowuje się trochę dziwnie, inaczej ? - zapytał.
- Czemu miałbym ci odpowiedzieć ? Jesteś jej pacjentem - zapytałem trochę chamsko.
- Ponieważ mój brat i ja dużo o niej wiemy - powiedział i przybliżył się do mnie, bym mógł tylko ja usłyszeć co mówi. - I gdybym był tobą, to chciałbym wiedzieć co ją niszczy. - Rozszerzyłem oczy, a ciarki przebiegły po moich plecach. 
- Wybaczcie chłopaki - zwróciłem się do czterech chłopaków. - Miło się z wami rozmawiało.
- Powinieneś częściej wpadać Harry, moglibyśmy czasami pogadać - pomachał do mnie Michael.
- Taa, pewnie. - Pokiwałem głową i ruszyłem za Beau, a on poprowadził mnie do jego brata, który siedział zgarbiony przy stoliku. Usiadłem na krześle, kładąc ręce na stoliku. - Więc co złego się dzieje z moją siostrą ? 
*VIOLET*
Otworzyłam oczy, kiedy światło padało wprost na mnie. Mój oddech był ciężki. Słysząc znajomy głos, odwróciłam się i zobaczyłam Ivy, trzymającą w dłoni szklankę wody. 
- W porządku ? - zapytała, pomagając mi usiąść.
- Tak mi się wydaje - zmrużyłam oczy. - Jak się tu dostałam ? 
- Harry cię tu przyniósł.  Jesteś tu już od jakichś pięciu godzin. - Odpowiedziała, podając mi wodę. Napiłam się i poczułam piekący ból. I właśnie wtedy znowu usłyszałam głosy.
Boli, prawda ?
To dopiero początek Violet.
Zamierzam cię wykorzystać jakbyś była moją własną szmacianą lalką.
- Violet ? - Ivy pomachała ręką przed moją twarzą.
- Co ? 
- Zapytałam co się stało.
- Oh um  - zaczęłam myśleć o wczorajszej nocy – Pamiętam męską sylwetkę, brązowe, kręcone włosy i tatuaże na ręce. - Ivy patrzyła na mnie zdeozorientowana.
- Kto cię tak podrapał Violet ? - zapytała poważnie.
- Nnie wwiem - potrząsnęłam głową. 
Dobra dziewczynka. Nie mów jej. 
- Jesteś pewna ? - zapytała mnie jeszcze raz.
- Oczywiście.
- Okey, ale jeśli jeszcze raz coś takiego się wydarzy, to będziemy musiały to zgłosić - westchnęła Ivy. 
- Obiecuję, że jak coś się zdarzy to cię powiadomię. Czy mogę już iść ? Chcę się z kimś zobaczyć. 
- Tak. Bądź ostrożna. 
Wstałam, czując się o wile lepiej niż wcześniej. Co do cholery się ze mną wcześniej działo ? Pośpiesznie wyszłam z pomieszczenia i udałam się w kierunku pokoju Caluma. Kiedy byłam na miejscu, spojrzałam przez małe okienko i zobaczyłam, że siedzi i patrzy się na coś.
Otworzyłam drzwi i ku mojemu zaskoczeniu, nawet nie poruszył się o milimetr. Zrobiłam kilka kroków do przodu i zauważyłam nóż w jego dłoni, a on sam pochylał się i chciał pociąć swoje udo.
- Ccalum ? - zachłysnęłam się własnymi słowami. Natychmiast podniósł głowę i spojrzał na mnie. 
- Violet - odpowiedział zszokowany, próbując ukryć nóż.
*CALUM* 
- Co tty robisz ? - zapytała mnie Violet, a łzy spływały po jej policzkach. 
- Nic - potrząsnąłem głową, opuszczając materiał.
- Calum to nie jest dobre, nie powinieneś tego robić ! Mogłeś dostać za to elektrowstrząsy - zapłakała, chowając głowę w dłoniach.
- Czemu cię to w ogóle obchodzi ? - prychnąłem.
- Bo troszczę się o Ciebie Call - odpowiedziała, cicho krzycząc. Łzy zaczęły spływać z moich oczu, kiedy chwyciła moją dłoń. Starałem się ją odepchnąć, by nie mogła zobaczyć moich ran, ale oczywiście nie pozwoliła mi na to.
- Obiecaj mi, że już nigdy sobie tego nie zrobisz - poprosiła.
- Nie mogę ci tego obiecać Violet - potrząsnąłem głową. - Cholera, myślisz, że chcę sobie to robić ? NIE CHCĘ !
- Uspokój się Calum, wiem że jest to ciężkie do wykonania, ale możesz to zatrzymać. To nie jest niemożliwe - próbowała mnie uspokoić.
- Wiem - odpowiedziałem. - Po prostu jest to trudne, kiedy jest to jedyna rzecz, o której myślę. 
- Wiem - zagruchała, przybliżając się do mnie. Piękące uczucie pojawiło się w moim brzuchu, kiedy poczułem jej palce na mojej skórze. - Ale chcę ci pomóc Cal. Chcę widzieć jak osiągasz sukces i opuszczasz to miejsce. Znajdujesz miłość, żenisz się, masz dzieci i staro umierasz. Chcę abyś miał najlepsze życie i możesz je mieć.
- Wiem - pokiwałem głową.
- A teraz wezmę to - powiedziała, podnosząc nóż, który położyłem pod łóżkiem. - I jeśli kiedykolwiek będziesz o tym ponownie myślał, od razu mnie zawołaj. Jeśli będziesz potrzebował się ze mną zobaczyć, ja przyjdę. O każdej porze dnia przyjdę, bo zależy mi na tobie. Okey ? 
- Okey - odpowiedziałem z delikatnym uśmiechem.
- Możesz przez to przejść, wierzę w ciebie - powiedziała, biorąc moją rękę w jej.
Nie, nie możesz.
A co z Twoim zwolnieniem ?
Wydaje się być tak wspaniałe, a Ty tak po prostu to odrzucasz ?
Cipa. 
- Dziękuję Violet - powiedziałem, odpychając od siebie głosy. Usiadła na przeciwko mnie przez chwilę nic nie mówią i wpatrywała się w moje ręce.
- Calum, co to jest ? To na twoim nadgarstku - zapytała, wskazując na coś, co nie chciałem by zauważyła. 
- To nic - potrząsnąłem głową, starając się zabrać rękę, by nie mogła się uważniej przyjrzeć. 
Chwilę potem rozszerzyła oczy i spojrzała na mnie ze strachem.
- Czy to ppentagram ? - przełknąłem ślinę i nieznacznie skinąłem głową. 
- To dziwne - mruknęła, patrząc się na swój nadgarstek. Mój wzrok powędrował w dół, na jej rękę i wtedy palące uczucie powróciło. Patrzyłem na mały symbol na jej nadgarstku.
Symbol, który powoli zabijał ją od środka.
Pentagram.

Ale długo mnie tu nie było :( I jak wam się podoba rozdział ? Rozdział 8 cz I będzie smutny, od razu mówię :( A teraz może takie małe usprawiedliwienie: nie było 20 komentarzy, kiedy chciałam dodać rozdział, okey ? Po za tym nie miałam takiego dostępu do laptopa i nie miałam na to wpływu, no ale nieważne. Zakładam nowego bloga z tłumaczeniem kolejnego ff (tak, to już 3). I pewnie sobie myślicie CO ? JAK TO ? ONA NIE DA RADY :( Otóż, mam taki grafik w moim kalendarzu na każdy dzień i dam radę, a co xd Więc bez obaw :) I tak: w poniedziałki: Little Secrets, w środy: Insanity, a w czwartki: Psycho Luke Brooks. Nie wiem cy będziecie czytać czy nie, ale ktoś napisał do mnie tt z zapytaniem czy mogłabym zacząć to tłumaczyć i się zgodziłam. Wcześniej miałam wam zaproponować właśnie Psycho Luke lub Bad Boy Jai, ale padło na to pierwsze. No cóż, kolejne "psychiczne" ff. Tylko, że jest pewna różnica, a mianowicie: w Insanity jest raczej nacisk na akcję, ma się dziać i tyle. Tak, było miłosne uniesienie, ale jak na razie czytam to nie ma wątków romantycznych. A w Psycho Luke Brooks, też są psychiczne, straszne rzeczy, ale bardziej chyba chodzi o miłość. Jest to trochę porąbane, bo jednak Luke czasami przebywa w domu głównej bohaterki jak gdyby nigdy nic, albo uprawiają seks w jej gabinecie... ale YOLO xd I tak kocham ten ff :) Ale długa notka :o No i teraz pytanie: Będzie ktoś to czytać ? I drugie ważniejsze pytanie: Jeśli już chcecie czytać to nowe ff to chcecie na wattpadzie czy bloggerze ? Nie piszcie mi, że ja mam wybrać, bo ja nie umiem się zdecydować :( Jest 1:1 :/ Chyba tyle. No i komentujcie, bo Insanity chyba spadło na "popularności" :( Kocham Was x No i jeśli pojawiły się literówki to przepraszam :(